Katowicki klub Drzwi Zwane Koniem na jeden sobotni wieczór zmienił się w krainę kreowania muzycznej wrażliwości. W sali na piętrze lokalu wystąpili: Badyle, Szklane Oczy i Radiovidmo. Atmosfera przed- i międzykoncertowa sprzyjała ciekawym rozmowom w gronie znajomych. Dźwięki przeniosły słuchaczy na wyższy poziom świadomości.
Efekt, jaki muzyka wywarła na ludziach zgromadzonych na sali można rzeczywiście porównać do przeniesienia się do innej rzeczywistości, nie tylko ze względu na alkohol, od którego część widowni nie stroniła. Szczególnie dało się to zauważyć podczas występu Radiovidmo. Wtedy przed sceną zaczęły się szaleńcze tańce publiczności podrygującej walca do rytmu melancholijnego grania chłopaków.
Mimo że sporym problemem koncertu była fatalna akustyka sali koncertowej, to jednak dobra muzyka była w stanie się przed nią obronić. To potwierdziło się zaraz na początku, gdy na scenę wyszli Badyle. Jak świetnie oni szumią… Brzmienie gitar urozmaiconych pięknymi dźwiękami akordeonu czy słodkim ukulele robi niesamowite wrażenie. Ich koncerty to eksplozja emocji i energii, głównie za sprawą wokalisty i gitarzysty Marcina Świętonia. Choć inni muzycy oczywiście też się do tego przyczynili: Grzegorz Jurczyk wyczarowywał palcami cudowne melodie na akordeonie, drewno aż drżało od basu Wojtka Konofola, a Michał Konofol świetnie spisał się na perkusji mimo kontuzji nogi, którą tym razem trzymał na podnóżku, a nie na stopie hi-hatu. Śmiało można powiedzieć, że zespół jest jednym z najlepszych młodych jeszcze (niestety) niedocenionych w polskiej muzyce alternatywnej. Dodatkowo Marcin Świętoń jest jednym z najbardziej utalentowanych autorów tekstów piosenek swojego pokolenia. Jego teksty są niezwykle uniwersalne, pełne emocji i wrażliwości oraz znakomicie korespondują z charakterem muzyki granej przez zespół. Podczas tego koncertu muzycy zaprezentowali głównie materiał z rewelacyjnej płyty 1.45 nagranej w 2016, ale na setliście znalazło się miejsce dla innych równie dobrych kawałków, jak choćby Początku z EP-ki zespołu. Można było również usłyszeć świetny numer Grabowa cisza, a także całkiem nową, znakomitą piosenkę Budapeszt, zaskakującą rapowo-podobnym śpiewem zwrotek i wybuchającą w refrenach czystą ekspresją. Przez cały koncert za zespołem wyświetlała się animacja dymu i padającego śniegu, przygotowana naprędce przez basistę Radiovidmo. Świetnie to wyglądało i dobrze wpłynęło na odbiór tego już i tak fascynującego koncertu.

kopia

Badyle: Od lewej: Grzegorz Jurczyk, Wojtek Konofol, Michał Konofol, Marcin Świętoń /fot. Mateusz Stypuła

Po koncercie Badyli na scenie zainstalowały się Szklane Oczy – trzy dziewczyny grające niezwykle energetyczną mieszankę alternatywnego rocka, nowej fali i punku. To bardzo ciekawe rozstrzelenie gatunków muzycznych sprawdziło się naprawdę dobrze. Barwa głosu gitarzystki i wokalistki Anny Grąbczewskiej przykuwa uwagę, co w połączeniu z energiczną grą Agnieszki Nogi (bas) i jej siostry Aleksandry (perkusja) ustawia zespół na naprawdę wysokim poziomie. Warto też zwrócić uwagę na błyskotliwe i pełne dystansu teksty piosenek zespołu, świadczące o wielkiej wrażliwości i przenikliwości dziewczyn w komentowaniu rzeczywistości. Jeden z utworów zagranych na koncercie, Łzy, został zapowiedziany jako piosenka o tym, żeby przestać się mazgaić, a wokalistka śpiewa w niej A może jestem jak Ronaldo/płaczę bo przegrałem z Grecją/bo obronili mi karnego/Payet fauluje i ćmę mam na oku. Teksty dziewcząt są przewrotne i mocno ironiczne, sporo w nich smutku i dosadnych ocen ludzkich zachowań. Zapowiadając jedną z piosenek, Grąbczewska wspomniała: ludzie podchodzą czasem po koncertach i pytają czemu mamy takie mroczne piosenki, po czym zespół przewrotnie zagrał najweselszy kawałek ze swojego repertuaru… z tekstem opowiadającym o samobójstwie. Piosenki Szklanych Oczu spotkały się z najżywszą reakcją publiczności, która nie chciała wypuścić dziewcząt ze sceny, domagając się kolejnych bisów.

kopiach

Szklane Oczy. Od lewej: Agnieszka Noga, Aleksandra Noga, Anna Grąbczewska /fot. Mateusz Stypuła

Przepięknie wypadł też ostatni koncert wieczoru – Radiovidmo. Koncert szczególny, bo ostatni przed dłuższą przerwą. W związku z tym muzycy postanowili inaczej do niego podejść i na scenę wyszli przebrani w kolorowe jednoczęściowe piżamy. Grali bez setlisty, nie ograniczając się do ściśle wyznaczonej ilości piosenek, jak na zwykłym koncercie. Muzycy zdołali także z wykrzesać z zaprezentowanych przez siebie piosenek maksymalną ilość energii. Niektóre numery zyskały tym sposobem większej ciężkości, inne brzmiały bardziej energicznie. Jedne utwory płynnie przechodziły w kolejne, a a panowie stojący przy mikrofonach, jak to mają w zwyczaju, nie mówili na koncercie zbyt wiele, komunikując się ze słuchaczami wyłącznie przy pomocy instrumentów i melodii wokalnych. Być może też nie chcieli budzić widowni z tego dziwnego, pięknego snu. Wyjątkiem była krótka zapowiedź piosenki I found you, będąca w zasadzie cytatem pojawiającej się w utworze frazy i find you/so you’re mine, którą wokaliści wyśpiewywali jak mantrę przy akompaniamencie gęstych gitar i pulsującej sekcji. Tym razem „milczenie” wpisało się w klimat koncertu. Ważnym elementem występu były wyświetlane z projektora wizualizacje – punkciki przypominające gwiazdki na niebie. Piżamy połączone z gwiazdami na nocnym niebie oraz pełną melancholii, nieraz shoegaze’ującą muzyką, ciężkimi gitarami i wyjątkowo ekspresywnymi wokalizami Konrada Nikla wywołały wrażenie tajemniczości, osobliwości. Wszystko to nadało koncertowi onirycznego charakteru i gdyby tylko koncert nie musiał zakończyć się zaraz po 22 z powodu ciszy nocnej, można by ich słuchać w nieskończoność.

coy

Radiovidmo. Od lewej: Maciek Baczak, Darek Mach, Marcin Trylski, Konrad Nikiel /fot. Mateusz Stypuła

Badyle, Szklane Oczy i Radiovidmo pokazały w Katowicach, jak zagrać genialny koncert mimo fatalnej akustyki. Przyjazna i pełna luzu atmosfera panująca na sali koncertowej sprawiła, że można było zapomnieć o tym problemie i rozkoszować się pierwszorzędną muzyką. Takie wydarzenia zostają w pamięci na długo.