20 września Sofar Sounds i Amnesty International połączyły siły w ramach akcji #GiveAHome mającej na celu zwrócenie uwagi na problemy z jakimi borykają się w ostatnich latach uchodźcy z krajów w których trwają konflikty zbrojne. Sofarowe koncerty odbyły się tego samego dnia w ponad 60 miastach na całym świecie, a wydarzenia uświetniły występy tak znanych wykonawców jak między innymi Nigel Godrich, Nothing But Thieves czy The National. W Krakowie wystąpili tacy artyści, o których można powiedzieć, że są sofarowymi wyjadaczami i zagwarantują wspaniały wieczór.

W dzień koncertów pogoda nie rozpieszczała. Jesień dała o sobie znać i deszcz lał się z nieba niemal przez cały czas. Mimo tego, w coraz to głośniejszym gwarze przybywających można było wyczuć wyłącznie radosne oczekiwanie na nadchodzące koncerty. Jako pierwszy zaczął grać Ed Carlsen, muzyk z Danii komponujący współczesną muzykę klasyczną i minimalistyczną. Towarzyszył mu prestiżowy kwartet smyczkowy Dobry Ton. Ed cieszył się bardzo, że znów może zagrać na Sofarze i przypomniał publiczności swoje ostatnie występy, które odbyły się zaledwie dwa miesiące temu. Witając się pomylił Kraków z Warszawą i śmiejąc się wytłumaczył, że ostatnio tam był i dlatego tak mu się skojarzyło, oraz przedstawił się jako Ed nie Sheeran. Gdy muzycy zaczęli grać, piękne dźwięki instrumentów klasycznych i delikatnej ilości elektroniki wypełniły pomieszczenie klimatem zbliżonym do bajki i sprawiły, że magia muzyki stała się wręcz namacalna. Ed Carlsen zagrał trzy piosenki ze swojej płyty The Journey Tapes wydanej w 2016 roku – Close, Rain i Loose – jedną z nowej płyty Elusive Frames i jeden ze swoich starszych utworów. Te spokojne instrumentalne piosenki stworzyły wyjątkowy klimat bliskości, ciepła i uprzejmości, a ludziom bardzo podobało się to co usłyszeli.

Gdy Ed Carlsen i Dobry Ton skończyli grać, ludzie zgromadzeni w pokoju zostali poproszeni o pozostanie na swoich miejscach, a na środek została wywołana przedstawicielka krakowskiego oddziału Amnesty International, która zapowiedziała historię Batul, młodej dziewczyny, która zdecydowała się uciekać z ogarniętego wojną Aleppo pozostawiając tam swoją rodzinę. W tym momencie studiuje w Bratysławie, ale jej droga tam była długa i naznaczona smutkiem. Pierwszy dzień podróży spędziła na morzu, dalej trasę do Bratysławy pokonywała samochodem, pociągiem, czy autobusem. Przede wszystkim jednak szła piechotą. Dziewczyna z niewiadomych przyczyn nie chciała zamieszkać w Turcji. Zabawne w tym wszystkim jest, że opowiadając swoją historię przez cały czas mówiła Czechosłowacja mając na myśli Czechy i Słowację. Nie mniej jednak w Czechosłowacji dwa razy robiła strajk głodowy. Pierwszy trwał 10 dni, drugi 25. Pod koniec drugiego strajku była już dość wycieńczona. Batul dwa razy trafiła przed sąd. Pierwszy z nich orzekł, że jest terrorystką, jak sama dziewczyna mówiła, tylko dlatego, że jest muzułmanką. Miesiąc później trafiła przed drugi sąd i tam pomogła jej organizacja zajmująca się ochroną praw człowieka. Podczas pobytu w więzieniu rząd Baszszara al-Assada cały czas bombardował Aleppo. Dziewczyna przez 5 miesięcy nie rozmawiała z nikim z rodziny, która nawet nie zdawała sobie sprawy, że gdzie ona przebywa. Cicho śmiejąc się, Syryjka powiedziała, że w więzieniu nie mieli ubrań damskich ani takowej bielizny i musiała nosić męskie ubrania, a strajkując drugi raz, prosiła również o czyste pranie. Teraz te wszystkie wydarzenia są dla niej przeszłością, dziewczyna studiuje w Bratysławie i uczy dzieci języka arabskiego. Być może w przyszłości przeprowadzi się do innego kraju, ale do Syrii nie zamierza wraca póki panuje tam reżim al-Assada.

Po tej poruszającej historii i dziesięciominutowej przerwie na scenę wkroczył SALK i zaczął od, jak opisała to wokalistka Marcela Rybska pół smutnej, pół wesołej piosenki Alien. Piosenki, które znalazły się na setliście zostały dobrane pod tematykę przewodnią tamtego wieczoru. Można więc było usłyszeć między innymi Taigę (my Taiga Brother/I found another family/But still the same sky above us), Latarnika(dom, który tysiąc razy zgasł) czy Sen Zofii (Zofia ma lęk, że może zapomnieć […] jak wygląda ścieżka do domu). Pod koniec Snu Zofii emocje wzięły górę i wokalistka uroniła łezkę. To był zachwycający koncert w idealnych, klimatycznych i niemal intymnych, warunkach.

Na koniec wystąpił Lor. Dziewczyny po raz kolejny udowodniły jak wielki mają talent i na pewno znalazły sobie nowych fanów, bo ich Sofarowy występ był niezwykły. Ich set rozpoczął Cinnamon – piosenka o potrzebie bycia lepszym człowiekiem. Potem można było usłyszeć między innymi Keatona czy Bonum (po łacinie dobry).O tym drugim tekściarka i mówiąca Paulina Sumera powiedziała ze śmiechem, że można tak określić ich koncerty czy je same. Zespół przeniósł ludzi zgromadzonych w mieszkaniu na wyższy duchowy poziom i każdy kto wyszedł po koncercie, czuł, że w jakiś sposób podniósł się jego/jej poziom moralny. A na pewno czuł się lepiej. Akcja zakończyła się powodzeniem i można tylko mieć nadzieję, że odniesie ona w przyszłości jakieś pozytywne skutki.