Koncertowiczom spragnionym usłyszenia dobrej muzyki zła pogoda niestraszna. To nic, że cały czas padało, a temperatura spadła tak, że trzeba było wyciągnąć z szafy kurtki. Gdy chodzi o muzykę, jest ona na pierwszym miejscu. Choć trzeba przyznać, że w pierwszą niedzielę września, na koncertach na rynku w Żywcu zebrała się bardziej przypadkowa gawiedź, ale tylko po części. Lato pożegnali i jesień przywitali tam Runforrest, Edyta Górecka i Sonbird. Ci ostatni są z Żywca, więc grali przed jak najbardziej znajomą publiką.

Właśnie bliska widownia może być tą, która najsrożej ocenia. Całe wydarzenie miało rozpocząć się o 18.45 – co było lekką zmianą z 18.30 – lecz pojawiły się osoby niedoinformowane o tejże zmianie, które nerwowo spoglądały na zegarek i patrzyły po sobie gdy mijało 10, 15 minut. W tłumie można było też usłyszeć słowa igrają sobie albo jeszcze 3 minuty i idziemy. Nie ma co, jeśli ci ludzie poszli, ominęło ich coś bardzo dobrego. W końcu w roli wodzirejów wieczoru na scenę wyszli Maciek Hubczak i Kamil Worek z Sonbird. Powitali publiczność podziękowaniami za liczne stawienie się na rynku mimo brzydkiej pogody. Przed wywołaniem na scenę Runforresta zapowiedzieli też, że ta impreza będzie cykliczna i postarają się zapraszać znajome zespoły do Żywca.

Niewyraźne postaci. Od lewej: Maciek Hubczak i Kamil Worek. fot. Materiały autora.

Niewyraźne postaci. Od lewej: Maciek Hubczak i Kamil Worek /fot. Mateusz Stypuła

Runforrest to pseudonim artystyczny Grześka Wardęgi, młodego i zdolnego barda z gitarą. Chłopak jako swoich ulubionych artystów wymienia między innymi Jeffa Buckleya, a to już coś, co skłania by przysłuchać się jego twórczości czyli folkowi zakorzenionemu w tradycji amerykańskiej i prostych pieśniach z silnym przekazem. Ludzi przychodziło na rynek więcej i więcej, a przechodnie zatrzymywali się na chwilę by posłuchać tego pełnego emocji głosu wokalisty (ma świetny akcent), bo przekazu i tak prawdopodobnie w większości nie rozumieli. Rytmiczne folkowe pieśni do których można było potupać nóżką przeplatały ballady, a nawet jedna kołysanka. Zapowiadając tę piosenkę Runforrest powiedział, że można zamknąć oczy i wyobrażać sobie tekst piosenki. W rzeczy samej – dość kojące doświadczenie. Wokalista zagrał też jedną bardzo starą amerykańską pieśń: Dink’s Song. Cudne wykonanie. Ten klimatyczny koncert zakończył się zaproszeniem do wspólnego zagrania Stoned on Dylan Maćka Hubczaka i Dawida Mędrzaka, bez których piosenka by nie powstała. Wyszło całkiem ładnie.

IMG_20170903_193008

Ostatnia piosenka Runforresta. Od lewej: Maciej Hubczak, Runforrest, Dawid Mędrzak / fot. Mateusz Stypuła

Gdy tylko pierwszy koncert się zakończył, z głośników poleciała Matronika SALKu, a na scenę wlecieli muzycy z projektu Edyta Górecka. Nagłośnienie koncertu, jak na imprezę plenerową, i to jeszcze na rynku, nie było tak złe. Chwila strojenia i nadszedł czas magii. Tak, bo ich koncert był wprost magiczny. Kamil Worek zapowiadając występ powiedział o Edycie, że to bardzo skromna osoba. W skromności siła, ale też nie brak w tej drobnej dziewczynie charyzmy. Niezwykle przyjemne i wywołujące dreszcze emocji piosenki brzmiały bardzo profesjonalnie, choć projekt niedawno skończył dopiero roczek. Wokalistka była uroczo rozgadana i raczyła publiczność zgromadzoną pod sceną opowieściami o genezach śpiewanych przez siebie piosenek czy historiach z nimi związanymi. I tak, można było dowiedzieć się, że Powroty to kawałek o powrotach do lat wcześniejszych i wędrówka przez wspomnienia, sierpień to ulubiony miesiąc tych muzyków, a Kol to skrót od Książki o ludziach.

Edyta Górecka. fot. materiały autora.

Edyta Górecka /fot. Mateusz Stypuła

Oprócz piosenek z rewelacyjnej EP-ki Portrety, w Żywcu można było usłyszeć dwa covery – Chwilę ciszy Czesława Niemena, piosenkę, którą scoverowali przy okazji występu na festiwalu w Jarocinie i Stale płynne Meli Koteluk, skoczny numer z energiczną solówką na ukulele w wykonaniu gitarzysty Radka Musiolika. Utwór w oryginale jest przepiękny, a ten cover wypadł równie znakomicie. Na setliście znalazło się też miejsce dla wspaniale zapowiadającej się piosenki, która póki co roboczo zatytułowana jest poznaniowa, bo powstała w Poznaniu. Tekst do niej zainspirowała rozmowa wokalistki z pewnym emerytowanym marynarzem – przypadkowe spotkanie podczas którego opowiedział jej on historię swojego życia. Reakcje publiczności na poszczególne utwory były dość entuzjastyczne i z piosenki na piosenkę pod scenę zaczęło schodzić się coraz to więcej ludzi. Jedna dziewczyna zakrzyknęła nawet Kocham Cię, Edyta!, co jest najlepszym dowodem na to, jakie występy tego projektu potrafią budzić emocje. Muzycy pożegnali żywiecką publikę Mitologicznymi miastami, symbolicznie ukochali ze sceny zespół Sonbird jednocześnie zapowiadając ich pojawienie się na scenie.

fot. materiały autora.

fot. Mateusz Stypuła

Finałowy koncert wspomnianej wyżej gwiazdy wieczoru bez reszty porwał żywiecką publiczność, jednak i tym razem nie dane mi było zobaczyć tego koncertu – przy dźwiękach She’s Got It Clock Machine uciekłem na ostatni pociąg powrotny do Bielska-Białej. Jednak to czego udało mi się doświadczyć, to przyjazna atmosfera i bliskość, oraz dwa znakomite koncerty utalentowanych ludzi. Tego się tak szybko nie zapomina. Oto przepis na dobre powitanie jesieni.