Trudno o coś bardziej zakręconego kompozycyjnie w muzyce rockowej niż math rock. A Tera Melos niejako definiują ten gatunek. Zespół niedawno wydał swój czwarty studyjny album Trash Generator. Od 2010 roku i płyty Patagonian Rats muzycy urozmaicili swoje brzmienie, zaczęli śpiewać i układać przejrzyste melodie wokalno-instrumentalne. Zabieg ten ułagodził nieco ich muzykę, ale płyty grupy dalej dają niezłego energetycznego kopa. Tak samo ta najnowsza.

Już singiel Don’t Say I Know zdradzał jaka będzie to płyta – dość połamany rytm, głośne gitary i melodia, która zapada w pamięć. Plus odróżniający się na tle tego wszystkiego falset wokalisty Nicka Reinharta. Piosenka kończy się dźwiękiem imitującym przewijanie taśmy magnetofonowej.

W otwierającym płytę System Preferences bas wysuwa się na pierwszy plan. We zwrotkach to właśnie ten instrument służy jak oparcie dla głosu wokalisty. Gitary przebijają się jedynie w przejściu i mimo że wokalista śpiewa, całość charakterem przypomina jakiś rapowy kawałek. Szarżujące na słuchacza połamane gitary to specjalność zespołu, o czym przypomina z cudownym skutkiem Your Friends. Jak tego się pięknie słucha! Momentami piosenka odznacza się aż punkową energią. Warpless Run to prawdziwa głośna jazda bez trzymanki. Mocna gra perkusji i ciężkie gitary na początku, a od drugiej połowy tej niespełna trzyminutowej piosenki połamane tempo, gitary i wokal nadają piosence hymniczny, stadionowy niemal wydźwięk.

Na płycie znajduje się też krótki numer o nieoczywistym tytule GR30A11. To ciekawy popis na klawiszach i zlepek różnych sampli. Niezły przerywnik. Men’s Shirt to bardzo zabawna piosenka. W zasadzie zabawny jest w niej sam tekst, pełny ironii i napisany najprawdopodobniej jako żart. Nick Reinhart w refrenie śpiewa Podoba Ci się moja męska koszula?/Dostałem ją od dziadka/Nosił ją gdy dopiero co pojawiłem się na świecie/Zdjęcia pokazują coś na kształt psa w skórze świni z ptakiem. Początek A Universal Gonk, a potem przejście między zwrotkami w piosence, może kojarzyć się z jakąś 8-bitową grą. W 4 minucie pojawia się saksofon, grający na tle basu, na który nałożono jakiś efekt. To robi wrażenie! Reszta tego najdłuższego na płycie, sześciominutowego numeru, to typowe Tera Melos, które jednak ani nie nudzi, ani się nie powtarza.

Tera Melos swoją najnowszą płytą zabrali słuchaczy w podróż w krainę inwencji twórczej i naładowali masą energii. Połamanych rytmów starczy na długo, a jakość towaru jest najwyższa. Materiał nie nuży, nie powtarza się, a muzycy po raz kolejny udowodnili, że znają się na math rocku jak mało którzy. Może nie jest to album tak rewelacyjny jak EP-ka Drugs To The Dear Youth, ale ma swoje wspaniałe momenty, które na pewno zapiszą się w historii grupy.