Queens of the Stone Age nie boi się eksperymentów z dźwiękami i badania coraz to nowych dla siebie środków muzycznego wyrazu. Na niedawno wydanym albumie Vilains zespół robi kolejny krok do przodu. Krok o tyle dziarski, co dosyć odważny – łączenie psychodeliczno-stonerowych gitar z syntezatorami. W rezultacie powstała porywająca i zachęcająca do tańca płyta, która przy tym nie traci rockowego, ostrego pazura.

Pierwsza piosenka Feet Don’t Fail Me powinnna znaleźć się w podręczniku zatytułowanym Jak dobrze otwierać płytę. Zaczyna się spokojnie, lecz tempo tej prawie sześciominutowej piosenki narasta i narasta przez minutę by potem zaskoczyć słuchacza niezwykłą tanecznością i nośnością gitarowego riffu i funkującego basu. Tempo i melodyka jest też tu budowane na syntezatorach, które bardzo zgrabnie tworzą całość z żywymi instrumentami i brzmią niezwykle dobrze. To zasługa Marka Ronsona, producenta płyty. Singlowe The Way You Used To Do swoim swingującym rytmem i bardzo chwytliwymi gitarami zachęca do tańca, a przynajmniej do potupania nóżką. Zdecydowanie funkujący rytm ma też następny Domesticated Animals. To również jeden z tych bardziej surowych i dźwiękowo mroczniejszych numerów na albumie, a jego głośny i mocny refren jest niejako syntezą tego wszystkiego co najlepsze w twórczości Queens of the Stone Age. W outro piosenki, prowadzącym bezpośrednio do następnego Fortress, pojawiają się skrzypce i nie jest to ostatni raz gdy będzie można usłyszeć ten instrument na płycie. Head Like A Haunted House zaskakuje niespotykanym wcześniej w twórczości tej grupy rytmem rockabilly i punkowym zacięciem. Ten kawałek powinien mieć podtytuł kopalnia riffów.

Un-Reborn Again i ostatnia piosenka na płycie, Villains Of Circumstance, mają najprawdopodobniej jedne z najpiękniejszych refrenów ostatnich lat. W tej pierwszej piosence refren jest pięknie lekki i melodyjny, gitary zdają się płynąć. Intro piosenki, cudownie zagrane na syntezatorach i punkt kulminacyjny w którym wchodzą skrzypce grające wspaniałą melodię, robią wielkie wrażenie. Jeśli chodzi o Villains Of Circumstance, nie można wyobrazić sobie lepszego i piękniejszego zamknięcia płyty. Ten numer swoją melodyką i lekkością (przy równoczesnym niezatracaniu się w pop) wwierca się w głowę i zostaje tam na długo. Sześciominutowa piosenka zaczyna się spokojnie, a Josh Homme śpiewa leniwym głosem i cicho, przygrywając sobie delikatnie na ledwo słyszalnej gitarze. Po dwóch minutach jednak w słuchaczy uderza właśnie ten piękny refren w którym wyśpiewane przez wokalistę słowa Close your eyes and dream me home nadają wszystkiemu wyraz sennego marzenia. Głośny refren kontrastuje z cichymi zwrotkami, a outro kawałka to eskalacja riffów i króciutkie, acz treściwe odwołanie do stonerowych korzeni zespołu, których tak naprawdę muzycy nigdy nie porzucili.

Mimo długich piosenek album nie nuży i całość kończy się tak szybko, że zostaje tylko zadać sobie pytanie To już? Stanowi to najlepszy wyznacznik poziomu i jakości albumów studyjnych, a Queens of the Stone Age stoją w czołówce pod względem tworzenia ciekawych i pięknych płyt, pełnych zawadiackich i mocnych gitarowych brzmień. Droga, jaką obrał sobie ten zespół zaskakuje i interesuje, a Villains to bardzo, ale to bardzo udana płyta, która prawdopodobnie zapisze się gdzieś w czołówce dyskografii tego ciekawego zespołu.