Zabawę na OFF-ie musiałem przerwać z powodów zdrowotnych zaraz na początku trzeciego dnia. Udało mi się być tylko na jednym koncercie. Ten koncert jednak był jakościowo wspaniały. Któż to taki – a toż to dziewczyny z Lor grające o 15.35 na scenie eksperymentalnej.

Już przed samym wydarzeniem robiło mi się słabo, ale dzielnie wystałem pod sceną by posłuchać kolejny raz tych zdolnych nastoletnich (jak same o sobie mówiły) jeszcze nie kobiet. Początkowo byłem dość zdezorientowany – z reguły na ich koncertach się nie klaszcze między piosenkami – a tu już po pierwszej piosence na tę czwórkę spadła istna ulewa oklasków z widowni, która tłumnie stawiła się by ich posłuchać.

Lor. Od lewej: Julia Skiba, Jagoda Kudlińska, Julia Błachuta i Paulina Sumera.

Lor. Od lewej: Julia Skiba, Jagoda Kudlińska, Julia Błachuta i Paulina Sumera /fot. Mateusz Stypuła

Na festiwalowej setliście Lor nie mogło zabraknąć Windmill, singlowego Keaton nazwanego na cześć Keatona Hensona oraz mojego ulubionego Cinnamon o tym, żeby nie być cynamonem tylko człowiekiem, bo to o wiele lepsza opcja. O wszystkim tym mówiła przepięknie między utworami Paulina Sumera, która idealnie sprawdza się w roli osoby mówiącej w zespole i pisze teksty piosenek. Te teksty to osobna historia bo niezmiennie przy słuchaniu Lor nie mogę wyjść z podziwu nad dojrzałością i pięknem tych tekstów oraz tym jak one potrafią dotykać i oddziaływać na najczulsze cząstki naszego jestestwa. A w połączeniu ze skrzypcami, dźwiękiem klawiszy i urokliwym głosem wokalistki brzmiącej czasem jak Aurora Aksnes (nawet mają nagrany jej cover, konkretnie Murder Song (5,4,3,2,1)), jednak zachowującą swoistą oryginalność, wszystko brzmi cudownie. W czasie tego koncertu zespół zaprezentował po raz pierwszy swój nowy singiel Aquarius i wprawił ludzi zgromadzonych pod namiotem sceny eksperymentalnej w zachwyt.

Dziewczyny były wzruszone i niesamowicie szczęśliwe, że mogły wystąpić na OFF Festivalu. Z trudem przyszło im ukryć i opanować łzy wzruszenia, a po zejściu ze sceny, niezmiernie szczęśliwe i może trochę zawstydzone przyjmowały wyrazy uznania od uczestników koncertu. Mają taki keyboard fajny do którego doklejają zdjęcia z legitymacji, paszportów, kart rowerowych. Każdy kto chce może przynieść swoje zdjęcie, dać im i widzieć potem swoją twarz spoglądającą ze sceny. Świetnie to wygląda. Nikt znany do nich nie podszedł, ale Artur Rojek cały czas siedział z boku i słuchał koncertu na słuchawkach, Agnieszka Szydłowska była, spodobało jej się i wrzuciła to na swoją relację na instagramie, tak samo jak Misia Furtak, którą spotkałem po koncercie już w strefie gastro (trochę sobie pogadaliśmy). Ona dopisała Miejcie oko na te dziewczyny. I w rzeczy samej ludzie. Miejcie oko!