Świeża krew w składzie Clock Machine sprawiła, że letnia trasa koncertowa zespołu stała się okazją do zaaklimatyzowania się i zgrania chłopaków. Grupa miała też możliwość zobaczenia tego jak ludzie reagują na zmiany w zespole. Podczas krótkiej trasy po Polsce, którą zwieńczy występ na Małej Scenie Przystanku Woodstock 3 sierpnia bieżącego roku, muzycy odwiedzili Bielsko-Białą i dali koncert w klubie Rudeboy.

Zespół słynie z grania energicznych, pełnych mocy i gitarowego hałasu koncertów. Charyzmatyczny wokalista Igor Walaszek dysponuje bardzo charakterystycznym głosem i porywa tłumy. Tak też zrobił w Bielsku-Białej. Zanim jednak rockowe szaleństwo się rozpoczęło, jego przedsmak dał wszystkim poznać support – Canis Latrans – trio z Gliwic grające coś na kształt hybrydy klasycznego i alternatywnego rocka. Nieźle zagrali jak na trio. Wokalista ma całkiem dobrą barwę głosu, słucha się go przyjemnie, a kompozycje zespołu są naprawdę ciekawe. W jednej piosence jest nawet wykorzystane banjo. Bardzo oryginalnie. To taka country-wstawka, całkiem wesoła i rozluźniająca atmosferę oczekiwania na gwiazdę wieczoru.

Clock Machine swój koncert rozpoczęło z przytupem, a po zagraniu oszałamiającego instrumentalnego wstępu, nie zwolniło tempa. Na setliście rozsiane były stare, znane wszystkim piosenki i te nowe, z niezarejestrowanego jeszcze albumu studyjnego, który, z tego co mówił na koncercie Igor, ukaże się pewnie w przyszłym roku. Można więc było usłyszeć takie hity jak na przykład Wonderland, Spadać i latać, Desire, More czy She’s Got It. Nowe piosenki brzmią troszkę inaczej niż to, co zespół proponował swoim fanom, jednak nie można im odmówić wielkiej siły, która z nich wręcz wycieka podczas wykonywania tych kawałków na żywo. To wciąż dobra, dość mocna, rockowa muzyka sprawiająca, że aż chce się skakać. Albo chociaż potupać nóżką do rytmu. Wypuszczony na początku lipca singiel So Slow, który spotkał się z mieszanymi opiniami fanów na koncercie wypadł bardzo dobrze i służył jak odetchnięcie, chwila przerwy po szalonym biegu. Najnowszy, jeszcze niewydany singiel Sense of Space to kolejny rockowy kawałek przy którym trudno ustać w jednym miejscu.

Clock Machine.

Clock Machine /fot. Mateusz Stypuła

Wokalista nie oszczędzał gardła i czarował dziewczyny. Gitarzysta zdaje się być zakręconym człowiekiem, który swoje zaangażowanie i energię przekazywał zgromadzonym na koncercie fanom, a grający na basie Konrad Nikiel na scenie to również istny wulkan energii. Skacze z gitarą i widać, że świetnie się czuje w tym co robi. I wie co robi. Koncert w Bielsku-Białej, do tego w klubie Rudeboy, był dla niego czymś szczególnym. To w tamtym mieście mieszka. To właśnie w Rudeboy’u był na pierwszym koncercie w życiu i to właśnie tam poznał Igora, gdy z zespołem w którym gra na gitarze i śpiewa, Radiovidmo, grał koncert z Clock Machine (dokładniej 10 grudnia 2015 roku). Perkusistę trudno było dostrzec zza oparów mgły unoszącej się i gęstniejącej wraz ze wzrostem temperatury w klubie, ale z tego co można było usłyszeć, znakomicie czuł rytm i dawał z siebie wszystko.

Cały zespół wykrzesywał z siebie wielkie pokłady mocy. Widać było pasję, świeżość i oddanie grze. To był rewelacyjny koncert, szalone wydarzenie, które prawdopodobnie na długo zostanie w mojej głowie i gdy tak sobie teraz o tym myślę, to już widzę te szalejące tłumy na Woodstocku, doskonale bawiące się w rytmie tak dobrze i profesjonalnie granej muzyki. Czekam na nowy singiel w wersji studyjnej, nową płytę i kolejne koncerty. No i trzymam kciuki za nich!

Podziękowania i ukłony.

Podziękowania i ukłony! /fot. Mateusz Stypuła