W ciepły lipcowy wieczór Bielsko-Biała rozkwitnęło przepięknymi dźwiękami. I to z dachu! Konkretnie z dachu niewielkiego i przytulnego lokalu Aperta Tapas Bar zlokalizowanego nieopodal dworca głównego. Na tym właśnie dachu koncert zagrali Radiovidmo – czwórka niesamowicie utalentowanych chłopaków grających alternatywnego rocka i przepełnione melancholią hipnotyzujące piosenki. Niektórzy porównują ich do The Cure. Niektórzy do Radiohead (nie tylko ze względu na nazwę). Według samych członków zespołu, Radiovidmo brzmi jak pusty powiew i ćwierkająca ciemność. Koncert został uchwycony w obiektywie Aleksandry Kardasińskiej.

Jednak już na samym początku wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Wychodziłem właśnie z tunelu podziemnego między dworcem głównym a Aperta Tapas Barem  gdy zauważyłem, że do lokalu zmierza dwóch policjantów. Okazało się, że ktoś z pobliskich kamienic zadzwonił do nich i zgłosił, że muzyka dobiegająca z dachu jest zbyt głośna. Skończyło się na szczęście na upomnieniu i całe to wydarzenie mogło rozpocząć się o planowanej godzinie. Wszyscy jednak mieli na uwadze wcześniejsze zdarzenie. Konrad Nikiel, wokalista i gitarzysta zespołu, witając się ze zgromadzonymi pod balkonem ludźmi wspomniał o tym i wyraził nadzieję, że nic już nie przerwie koncertu. Chwilę po tym jak zespół zaczął grać, z nieba spadły pierwsze, póki co małe i niewinne, krople deszczu.

Od lewej: Maciej Baczak, Darek Mach, Konrad Nikiel. fot. Aleksandra Kardasińska

Od lewej: Maciej Baczak, Darek Mach, Konrad Nikiel.
fot. Aleksandra Kardasińska

Muzycy zagrali tym razem dwa sety – w założeniu jeden pełen mocy, drugi spokojniejszy. Wyszło jednak tak, że melancholia i energia spływały z dachu i nieprzerwanie się przenikały. Trzeba przyznać, że wszyscy w zespole dobrze wiedzą co robią i choć w głównej mierze są skupieni na swoich instrumentach, koncertowanie i sam fakt bycia na scenie dodaje im jakichś sił i mają z tego ogromną satysfakcję.

Radiovidmo. fot. Aleksandra Kardasińska

Radiovidmo.
fot. Aleksandra Kardasińska

Tamtego wieczoru Radiovidmo zaprezentowali zarówno swoje starsze piosenki z wydanej 2 lata temu EP-ki, jak i nowsze z niewydanego jeszcze pierwszego albumu studyjnego. Nie zabrakło więc też ich największego (póki co) hitu Dorian Gray, do którego tekst wokalista napisał po przeczytaniu Portretu Doriana Graya Oscara Wilde’a. Zespół zagrał też wspaniałą, prawie 8-minutową piosenkę More, pełną swego rodzaju mroku i melancholii. Owa melancholia jest też podświadomą bazą większości repertuaru grupy. Takie piosenki jak Erase Your Head czy nowsze stworzone przez zespół kawałki mają jej w sobie dużo, co bardzo ładnie kontrastuje z żywymi numerami jak Say Go ze wspomnianej EP-ki czy kawałek nazwany póki co Recall (Someone Before Me) w którym to wokalista chwyta za tamburyn i zamienia się na chwilę w sceniczne zwierzę.

fot. Aleksandra Kardasińska

fot. Aleksandra Kardasińska

Głównie shoegaze’ujący instrumentaliści – drugi gitarzysta Maciek Baczak i grający na basie Darek Mach – mieli swoje chwile. Basista razem z perkusistą Marcinem Trylskim dbali o to, by koncert wypadł jak najlepiej i nikt z muzyków się nie posypał. Nie obyło się bez jednego, drobnego potknięcia, ale to zdarza się każdemu… Cztery skromne, ale charyzmatyczne i ambitne osobowości na scenie zmieniają się w jeden byt. Muzyka, którą tworzą niejednokrotnie już wywoływała we mnie wiele emocji. Nieważne jak wiele razy już słyszałem ich piosenki, działają na mnie zawsze w sposób, którego do końca nie mogę przewidzieć. Tym razem obyło się bez wybuchów i niepotrzebne było morze chusteczek higienicznych jak to bywało na SALKach. Głównie za sprawą dobrej duszy przy moim boku. Zastanawia jeszcze tylko czy faktycznie rozwinęły się nad ludźmi jakieś parasole smutku chroniące przed deszczem?

We wspomnianym wyżej numerze z tamburynem wokalista nie wykrzesał z siebie tyle energii, ile spodziewałem się, że będzie w stanie. Nie wiem w jakim stopniu było to związane z tym, że mógł być zmęczony po śpiewaniu godzinę z hakiem, a ile tym, żeby policja nie przyjechała zaalarmowana telefonem od jakiejś starszej babci skarżącej się, że nie może spokojnie spać, bo za oknem jakiś chłopiec wariacko się wydziera. Wszyscy uniknęliśmy dzięki temu afery. Czasem lepiej przystopować…

Koncert skończył się o jedną piosenkę za wcześnie. Deszcz zaczął padać mocniej i nikt z zespołu nie chciał zagrać ostatniego koncertu w swoim życiu. Kto by chciał zginąć rażony prądem? Radiovidmo grają oryginalnie, choć jak w przypadku każdego zespołu mają wiele inspiracji. Starają się wypracować swój styl i z koncertu na koncert wychodzi im to coraz lepiej. Poszerzają swoje horyzonty i wzbogacają brzmienie. A koncertem na dachu Aperta Tapas Baru udowodnili, że żadna pogoda im niestraszna i nic nie jest w stanie powstrzymać ich (do pewnego momentu w granicach zdrowego rozsądku) od realizowania swojej pasji.

fot. Aleksandra Kardasińska

fot. Aleksandra Kardasińska