Ostatni dzień tegorocznej edycji Open’er Festival był niestety zimny i deszczowy. Padał na dodatek najgorszy rodzaj deszczu: mżawka. Nie przeszkodziło to jednak tłumom ludzi, w tym mnie, bawić się dobrze. Choć niestety pogoda nakładała pewne ograniczenia.

Zanim dotarłem na teren festiwalu już byłem cały mokry bez kurtki czy peleryny przeciwdeszczowej – kupiłem taką poprzedniego dnia, ale cała się już podarła, a gotówki nie miałem. Stanąłem mokry pod sceną główną i pozwoliłem deszczowi padać na mnie w czasie koncertu Krzysztofa Zalewskiego. Bardzo żywy występ. Krzysztof ciągle zagadywał ludzi (np. Kto nie klaszcze, ten z policji, pozytywnie nastawiony mimo deszczu. Cieszył się, że tak dużo ludzi przyszło go posłuchać, i że wszyscy tak kolorowo wyglądają w pelerynach przeciwdeszczowych: O taką Polskę właśnie walczymy – kolorową. Wszystko zaczęło się od puszczenia na telebimie urywku z teledysku do Polsko z recytującym fragment tekstu piosenki Danielem Olbrychskim. Potem wybrzmiały m.in. Uchodźca, Chłopiec czy Gatunek ze wcześniejszej płyty. Niektóre starsze kawałki miały zmienione aranżacje.

W pewnym momencie Zaledwie zaprosił na scenę gościa: Paulinę Przybysz i wykonał z nią piosenkę Podróżnik, a także Brain z repertuaru jej zespołu Rita Pax. Druga z sióstr Przybysz, Natalia, również pojawiła się na koncercie. Co prawda nie na żywo, ale za pośrednictwem Skype’a. Razem z Zalefem zaśpiewała Jak dobrze.

Przemoczony do suchej nitki udałem się potem do Alter Cafe na umówione spotkanie z Edytą Górecką, bardzo zdolną młodą dziewczyną, która śpiewa w projekcie sygnowanym jej imieniem i nazwiskiem. Dostałem w prezencie dwie ich EP-ki Portrety! Po krótkiej wymianie koncertowych wrażeń udaliśmy się wspólnie na koncert George’a Ezry. Byłem tam jednak krótko, bo chciałem jeszcze sobie trochę posłuchać Stockholm na Firestone Stage.

Zanim odszedłem spod sceny moją uwagę przykuło to jak świetny zespół ma ze sobą George Ezra i jak świetnie sprawdzają się jego piosenki na żywo. Aż żal było mi iść (chciałem pobiec pod scenę i zacząć tańczyć), ale obowiązek usłyszenia zachwalanego wzywał. No i było naprawdę spoko, choć nie zostałem na całym koncercie. Ale chłopaki że Sztokholmu dają radę! Potem poszedłem na… O.S.T.R. To nie do końca mi się podobało, więc też nie zostałem do końca. Ale szanuję.

Pod sceną główną znów. Tym razem na Taco Hemingway, tak samo chwalonego jak i nielubianego przez znajomych. Chciałem się wreszcie sam przekonać jak to jest z nim, a miałem czas do innych fajnych koncertów. O dziwo, podobało mi się! Taco zgromadził i porwał tłumy. Piszę inteligentne i melancholijne teksty. Dobrze rapuje. Tylko deszcz zalał mu laptop przed wykonaniem ostatniej piosenki i musiał zejść ze sceny. Podobno zagrał same swoje hity.

O raperze Tyga na Tent Stage’u dowiedziałem się, że był chłopakiem Kylie Jenner. Niezła wiedza, co? Kompletnie do mnie nie trafił że swoją wiązanką fucker, nigga, bitch itp. i nawet jednej piosenki nie wystałem. Zdążyłem za to na wykonanie przez Benjamina Bookera na Alter Stage mojej ulubionej piosenki z jego repertuaru – Motivation. Cóż to był za rześki koncert! Benjamin szalał po scenie i widać było jak pozytywna energia udziela się ludziom pod sceną. Szkoda, że większość sobie poszła na the xx.

O nich też trochę bo zagrali rewelacyjnie. Co prawda nie zostałem do końca (przez pogodę), ale udało mi się usłyszeć przynajmniej jeden z moich ulubionych numerów z nowej płyty: I Dare You. Dwójka wokalistów brzmiała bardzo dobrze, zupełnie jak na płycie, a w ich starsze i bardziej spokojniejsze piosenki został jakby tchnięty nowy duch.Kawałek Performance Romy zapowiedziała Ta piosenka wiele dla mnie znaczy i zawsze gram go sama. Jak powiedziała, tak zrobiła i z towarzystwem tylko gitary elektrycznej wykonała ten numer. Było cudownie! Do zobaczenia za rok, Open’er!