Trzeci dzień Open’era wcale nie był taki luźniejszy jak mi się wydawało, że będzie. Ogromne korki, jakie utworzyły się w Gdyni sprawiły, że specjalnym Open’erowskim autobusem jechałem 2km/h. Specjalnie wcześniej żeby coś zjeść przed Brodką, ale cóż, nie dało się. Poszedłem przebić się pod barierki już na końcówce Grammatik. Rapowy kolektyw nie podobał mi się ani trochę, ale usiadłem sobie na 3-4 piosenki, a potem wystałem by się wbić w jedyne wolne miejsce pod sceną. Niemal centralnie, trochę po prawej.

Brodka wyszła na scenę punktualnie, zorganizowała sobie duży zespół – piła, saksofon, trąbka, keyboard, organy małe, instrumenty perkusyjne – coś tam było jeszcze. Na jej koncercie dużą rolę odgrywało też oświetlenie i strona wizualna. Z sufitu została przewieszona kula dyskotekowa zawieszona w wielkim oku (skojarzyło mi się illuminati), a sama Monika miała na głowie specjalną świecącą farbę bądź przyklejone malutkie diody. Wszystko to dodało do jej występu dużo mistycyzmu. Na setlistę złożyły się głównie piosenki z płyty Clashes, ale nie zabrakło też smaczków z Grandy i EP-ki LAX: K.O., Dancing Shoes i wykonanych na bis (co się praktycznie nie zdarza na Open’erze)
Syberii i Grandy. Wszystkie w zmienionych aranżacjach, lepszych lub gorszych. A na ostatniej Brodka zrobiła crowdsurfing. Nieźle! Fajny ten koncert był.

W tym ciasnym miejscu na jedną osobę zostałem już na Warpaint, moje MUST SEE tej edycji po Radiohead i M.I.A. O 23.15 dziewczyny z Warpaint wyszły na scenę i dały pełny energii popis swoich umiejętności. Miały też doskonały kontakt z publicznością. Stella Mozgawa co chwilę wtrącała coś po polsku zza perkusji. W pewnym momencie Emily, śpiewając, powolutku zeszła ze sceny i podeszła do osób po prawej stronie sceny. Stanęła na podwyższeniu po drugiej stronie barierek dosłownie obok mnie i tak śpiewała przez dobrą chwilę. Ach! Od emocji prawdopodobnie zrobiło mi się słabo bo już na następnej piosence ochroniarz wyciągał mnie spod barierek. Resztę koncertu przesiedziałem i przestałem trochę dalej od sceny gdy już się lepiej poczułem.

Emily Kokal zaintonowała też ku mojej uciesze YAH. Kendricka Lamara. Zrobiła to żartem gdy na jej pytanie o to czy dobrze się wszyscy bawimy, publiczność odpowiedziała ni to Yeah ni to Yah. Na ten niesamowity, żywiołowy i zaskakująco mocnym koncercie można było usłyszeć przekrojowy materiał że wszystkich płyt zespołu. Dziewczyny zagrały też Above Control, specjalnie dla polskich fanów bo nie grają tego często. Wszystkie numery brzmiały cudownie, trochę inaczej i bardziej szalenie niż na płycie. Koncert był długi, trwał półtorej godziny. A normalny set festiwalowy trwa godzinę, godzinę i 15 minut maks. Warpaint pożegnał się słowami Kochamy Cię bardzo! skierowanymi do publiczności. Wspaniale! Piękny występ, w moim top 3 tegorocznej edycji festiwalu.

 

IMG_20170630_234413-01

Warpaint.   Fot. Materiały autora

IMG_20170630_235055