Oprócz tego, że jest niezwykle utalentowaną muzyczką, Sigurlaug Gisladóttir znana szerzej jako Mr. Silla, to również bardzo wesoła, pozytywna i rozmowna osoba. Porozmawiałem z nią po jej koncercie w krakowskim Klubie Alchemia i zadałem kilka pytań dotyczących głównie muzyki i inspiracji.

Czy czerpiesz inspiracje z podróżowania?
Mr. Silla: Podróżowania? O, już wiem. Myślałam, że powiedziałeś trudzenia się (śmiech) [travelling-podróżować i troubling-trudzić się]. Myślę, że podróżowanie to dla mnie jedna z najbardziej inspirujących rzeczy. Uwielbiam wracać do domu po długiej trasie i pracować nad pomysłami oraz doświadczeniami nabytymi w jej trakcie. A trudzenie się to coś zgoła innego. Nie powiedziałabym, że się trudziłam. Wszelki trud jaki odczuwałam wynikał potrzeby wyrażenia tego co jest dla mnie inspiracją.

Co jest najbardziej ekscytującego w byciu muzyczką?
Mr. Silla: Cóż, ja najbardziej lubię być na scenie. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Fajnie jest też odkrywać, gdy próbuje się odnaleźć te nowe dźwięki. To też jest bardzo ekscytujące.

Bardzo podziwiam ludzi, którzy mogą ot tak po prostu wyjść na scenę i występować.
Mr. Silla: Myślę, że ja po prostu się z tym urodziłam. Jakoś mam to we krwi. Odkąd byłam mała mogłam tak występować. Będąc młodsza byłam bardzo nieśmiała, ale potem jak już miałam te naście lat, zaczęłam naprawdę kochać to co robię.

Co jest największą zaletą grania solo?
Mr. Silla: Pieniądze (śmiech). Uwielbiam grać z zespołami, ale jest też fajnie gdy nie musimy grać razem. Jest nam o wiele prościej wtedy podróżować bo jest nas tylko dwójka. Możemy grać na przykład bardziej niskobudżetowe koncerty i tego typu sprawy. Więc podróżuje się więcej, spotyka większą ilość ludzi i jest całkiem cudownie. To zaleta bycia małym zespołem.

Co najbardziej zapadło Ci w pamięć z procesu nagraniowego solowego debiutu po prawie dwóch latach od jego wydania?
Mr. Silla: To, że nagrywałam tę płytę w Londynie. Pewnie dlatego, że miałam paru znajomych, którzy wtedy tam mieszkali i czasami po tym jak pół dnia nagrywaliśmy, oni wpadali do studia i upijaliśmy się tam słuchając tego co udało się nagrać. Dla mnie wtedy to było coś tak bardzo nowego, no i tak bardzo miło było dzielić się tym ze znajomymi. Czułam się przez to dobrze i pewnie. Miałam przeczucie, że idę do przodu właśnie przez te chwile spędzone ze znajomymi w studiu. Ale cały proces był dla mnie bardzo dobrym doświadczeniem, miałam okazję pracować z najlepszymi przyjaciółmi takimi jak Mike Lindsay.

Zmieniłabyś coś na tej płycie gdybyś mogła?
Mr. Silla: Co to to nie! Wszystko powinno zawsze zostać jak jest. Płyta już żyje swoim życiem. Nie można jej później zmienić. Wiadomo, że można grać trochę inaczej na koncertach, ale ten rozdział już zostawia się za sobą i skupia się na tworzeniu nowej muzyki. Nie ma czego żałować.

Jak to się stało, że w Twoich piosenkach zdołałaś nagromadzić tyle emocji?
Mr. Silla: Sama nie wiem, to był bardzo naturalny proces. Po prostu tak wyszło. Nawet nie myślałam o tym za bardzo. Miałam z tym szczęście na tej płycie. Nie wymyśliłam sobie tego, nie wykalkulowałam ani nie zaplanowałem. Jakoś tak po prostu wyszło.

To właśnie jest coś co łączy Twoją twórczość z tym co robi SALK.
Mr. Silla: Pewnie! Oczywiście.

Pracujecie teraz nad drugim solowym albumem studyjnym. Czy coś zabawnego lub wartego zapamiętania was już spotkało?
Mr. Silla: Pracowaliśmy na takim starym, rosyjskim syntezatorze, który chciał działać tylko w jednej piosence. Za każdym razem gdy chcieliśmy go użyć do innych piosenek, działał tylko przez pół godziny. Udawało nam się w tym czasie nagrać kawałek jednej piosenki, a potem już za każdym razem odmawiał posłuszeństwa.

Czy martwi Cię dążenie przemysłu muzycznego w stronę globalnych serwisów streamingowych?
Mr. Silla: Nie, ani trochę. Więcej ludzi będzie mogło posłuchać muzyki! To coś wspaniałego! Nadal można zrobić coś odznaczającego się, tylko to zwyczajnie nie wygląda już tak samo jak kiedyś. Mi to nie przeszkadza. Zmiany są dobre. Jest możliwość większego wyboru. Można stworzyć niesamowity video-art i to jest w porządku. Wtedy już istnieje jako samodzielny twór. Można też wypuszczać tak piosenki… zasadniczo otwierają się możliwości wydawania muzyki. Nie ma już ona przypisanego limitu czasowego jaki nakładały na nią CD czy LP. To świetne. Można stworzyć 15-godzinną płytę jeśli się tego zapragnie. Można też po prostu wypuścić trzy piosenki i to również liczy się jako wydawnictwo. Myślę, że to świetna sprawa. Przykładowo, ja tej płyty nie promowałam w Meksyku, ale okazuje się, że mam jakieś milion odsłuchań swoich kawałków na Spotify właśnie w tym mieście! Sama nie wiem czemu! To wspaniałe, coś takiego wcześniej by nie miało miejsca!

To dość szeroki temat do dyskusji, biorąc pod uwagę to jak wiele artystów potępia działania takich serwisów.
Mr. Silla: Artystom już nie płaci się tak jak kiedyś. Problem o którym mówimy to nie jest coś co może stać się z dnia na dzień. I nie jest to wina tylko internetu. Można marudzić, smucić się o to, albo pracować nad tym aby usprawnić jakoś ten system. Trzeba do tego samemu dojść. Nie można ot tak się smucić albo narzekać w domu. Nikogo takie coś nie obchodzi (śmiech). Trzeba znaleźć własne ścieżki bycia kreatywnym i zarabiania pieniędzy. A bariera artysta – słuchacz coraz bardziej zanika, mam tu na myśli głównie crowdfunding i tego typu rzeczy. Jeśli się lubi jakiegoś artystę można wpłacić pieniądze tylko mu i ma się wtedy poczucie, że jest się częścią procesu tworzenia. Myślę, że to całkiem niezły rezultat tego wszystkiego. Wiadomo, jest ciężko, ale nadal to lubię, nie przeszkadza mi to i czasem to ekscytuje.

W takim razie polecasz takież serwisy młodym i utalentowanym muzykom, którzy chcą się jakoś wybić?
Mr. Silla: Jak najbardziej!. Trzeba udostępniać taką muzykę. To trochę abstrakcyjne, bo we wszystkim chodzi o PR… ale na pewno, trzeba udostępniać swoje piosenki.

Czy natura i to czym się otaczasz w jakiś sposób Cię inspiruje?
Mr. Silla: Natura na pewno. Również przebywanie w samotności na łonie natury, na przykład na Islandii. To potrafi być niesamowicie inspirujące i ekscytujące.

Mieszkasz teraz w Berlinie. Czy to miasto i atmosfera w nim panująca inspiruje artystów?
Mr. Silla: Pewnie, w Berlinie mieszka teraz dużo niezwykle zdolnych młodych artystów. Dzieje się tak dlatego, że życie tam jest relatywnie tanie porównując do życia w innych wielkich miastach. Są tam bardzo fajne i ciekawe kręgi sztuki. Myślę też, że miasto nie przyczepia się do działalności artystycznej i dobrze. Można po prostu tworzyć co się chce i nikomu to nie przeszkadza. A kluby to dopiero są inspirujące. Są dla mnie czymś całkiem nowym i dopiero je odkrywam.