Absolutnie charakterystyczny głos, energia i przesterowane gitary – tak Benjamin Booker wita słuchaczy. Muzyk wydał właśnie swój drugi album studyjny Witness. To porządny, choć krótko trwający zastrzyk energii z połączenia blues rocka i garage rocka. Od wydania debiutu w 2014 roku forma go nie opuściła. A wiadomo, że poprzeczka związana z drugą płytą zawsze jest ustawiona wysoko.

Już otwierający album numer Right On You pokazuje, że Booker nie bierze sobie jeńców i funduje słuchaczom energetycznego kopniaka. Piosenka jest szybka, z charakterystycznym dla tego typu utworów punktem kulminacyjnym czyli elektryzującą aż końcówką. Tekstowo nie ma tutaj nic do zarzucenia. Bardzo ładnie wypada pod tym względem drugi z kolei Motivation, w którym Booker śpiewa, że to właśnie motywacji potrzebuje, chociażby w małej ilości. Jednak piosenka nie odznacza się jedynie tekstem. Na pierwszy plan wysuwają się tu skrzypce, które wygrywają przepiękną melodię decydującą o sile tego kawałka. Tytułowy numer to również singiel zapowiadający całe wydawnictwo. Razem z jego premierą wypuszczono napisany przez artystę esej dotyczący wydarzeń, które zainspirowały go do napisania tego utworu, swego rodzaju pieśni na cześć organizacji walczących z rasizmem i przemocy wobec czarnoskórych obywateli różnych państw świata. Refren śpiewa tutaj Mavis Staples, 77-letnia amerykańska pieśniarka rhythm and bluesowa oraz gospel, aktorka i aktywistka na rzecz praw obywatelskich. Ostatnio udzielała się ona wokalnie w piosenkach takich zespołów jak choćby Gorillaz czy Arcade Fire. Wokalistka bardzo ładnie wpasowała się swoim mocnym głosem w klimat tej piosenki.

The Slow Drug Under to dobry, zapadający w pamięć, blues rockowy kawałek z powtarzanym niczym mantra słowem isolation. Następne Truth is Heavy zaczyna się cichutkim brzdąkaniem strun i klaskanym rytmem. Taki zabieg powtarzany we zwrotkach ładnie skontrastowano z przesterowanymi gitarami bardziej słyszalnymi w refrenie. Believe to pieśń o sile wiary, wiary w cokolwiek. Booker śpiewa tu, że chce wierzyć bo sam nie da sobie rady z problemami, a wiara w coś, nieważne czy w prawdę czy mit pozwala mu stawić im czoła. W piosence znów odznaczają się skrzypce, których tym razem delikatna gra stanowi tło dla głosu (i przekazu) wokalisty.

Dużą rolę w budowaniu klimatu i nośności piosenek zawartych na krążku stanowią kobiece głosy. I mowa tu nie tylko o gościnnym występie Mavis Staples, ale o kobiecych chórkach pojawiających się w kilku numerach na płycie. Bardzo ładnie poprowadzone świetnie współgrają z głosem Benjamina Bookera na przykład w takim Overtime. Delikatna gra na akustycznej gitarze i cichy śpiew wokalisty w Off the Ground to tylko wstęp do rockowej burzy, która rozpętuje się po pierwszej zwrotce. Szybkie tempo i ekspresyjny, chropowaty śpiew trzymają do końca zostawiając niedosyt – piosenka trwa tylko ponad dwie minuty. W Carry muzyk udowadnia, że dobrze radzi sobie też z piosenkami zaaranżowanymi głównie na fortepian. To spokojna i pozornie prosta ballada, która właśnie z tego powodu zapada w pamięć. Głos Benjamina brzmi tu jakby niesiony przez wiatr. Album kończy się krótką piosenką All Was Well, która urywa się w momencie kiedy wydaje się, że dopiero się rozkręciła. Cała płyta pozostawia niedosyt, apetyt na więcej.

Benjamin Booker udowodnił, że syndrom drugiego albumu mu niestraszny. Nagrał płytę, która nie odstaje radykalnie od jego debiutu ani jej nie powiela. To dobrze wyprodukowany album, który wnosi dużą dużą porcję świeżości do twórczości tego muzyka z Virginii. Booker się rozwija, rozkręca i tworzy coraz lepsze, coraz ładniejsze kawałki, zarówno te żywiołowe, jak i te spokojniejsze. No i przekaz się liczy, a on zdecydowanie ma coś do powiedzenia.