W piątkowe wczesne popołudnie zjawiłem się w Krakowie by wziąć udział w niezwykle ciekawym wydarzeniu: majowym koncercie Sofar Sounds Kraków. To wspaniała globalna inicjatywa dzięki której ludzie pasjonujący się muzyką mogą usłyszeć i zobaczyć zespoły i wykonawców reprezentujących przeróżne gatunki muzyczne, poczuć się jak w domu i poznać nowe dźwięki. Koncerty te są zwykle kameralne. Odbywają się najczęściej w dużych mieszkaniach i liczba uczestników sięga wtedy najwyżej stu. Stwarza to fajną atmosferę, zresztą jedną z idei całego Sofar Sounds jest tworzenie w miarę bliskiej społeczności, jak to pięknie powtarzała jedna z organizatorek koncertów, Paulina Sumera z zespołu Lor, sofarowej rodziny.

Występy 12 maja również odbywały się w dużym mieszkaniu, w kamienicy na Starym Mieście. Przyjemna atmosfera, niemalże swojsko. Dzięki takiemu, a nie innemu miejscu poczułem się jakby to do mnie do mieszkania ktoś przyjechał zagrać koncert. Dodatkowo uczestnicy siedzą na ziemi. Już na początku gdy jeden z zespołów jeszcze się próbował, organizatorki wdrożyły mnie w historię tego cyklu. Niedawno minęło dwa lata odkąd Sofar Sounds zaczął gościć w Krakowie. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że do końca nie wiadomo jaki zespół czy muzyk zagra w danym miejscu. Zaproszonym na wydarzenie udostępnia się jedynie dokładny adres i tyle. Nie wiadomo czego się spodziewać, więc zawsze lepiej przychodzić tam z otwartym umysłem.

Gdy już rozsiadłem się na podłodze, przed zgromadzonych wyszła wspomniana już wcześniej organizatorka, która występowała w roli prowadzącej. Bardzo dobrze się jej słucha. Od tej dziewczyny bije taka fajna, pozytywna energia, która momentalnie zaczęła mi się udzielać. Jako pierwszy wystąpił zespół Helolove na czele z charyzmatyczną i zdolną wokalistką Adą Szulc. Na występ złożyło się pięć energicznych i interesujących piosenek utrzymanych w klimatach popu i rocka. Jedna z piosenek prezentowanych przez grupę nie miała nazwy, więc wokalistka przedstawiła ją jako piosenkę o brzydkim tytule. Tak ją zapamiętam i momentalnie mi się spodobała. Zresztą jak wszystkie grane kawałki. W jeden numer został wpleciony refren Chasing Cars irlandzko-szkockiego zespołu Snow Patrol. Helolove tym samym przypomnieli mi tę piosenkę, która kiedyś była jedną z moich ulubionych. Nie słyszałem jej chyba 2 lata albo i więcej. Podsłuchałem jak dziewczyna siedząca obok mnie skomentowała cały występ słowami No, taki popik. Cóż, jeśli taki jest popik to… jestem fanem popu.

Helolove.

Helolove / fot. Materiały autora

Zaraz po krótkiej przerwie wystąpił Melo De Noisy. To muzyk grający akustycznie. Sam pisze swoje teksty. Jak sam mówił, wydał już trzy albumy i chciałby się podzielić muzyką, którą tworzy. Kojącymi dźwiękami akustyka uspokoił i ukołysał energię skumulowaną po występie Helolove. Przetworzył ją dla siebie i oddał ludziom zgromadzonym w postaci emocji. Przykuł moją uwagę tekstem piosenki King of Loneliness. Są piosenki, które w jakiś sposób nas poruszają, ruszają coś wewnątrz nas i dziś dodałem tę do mojej bardzo, bardzo długiej już listy takowych utworów.

Melo De Noisy.

Melo De Noisy / fot. Materiały autora

Na tym jednak się nie skończyła na dzisiaj ani moja lista, ani całe wydarzenie. Po 20-minutowej przerwie wyżej wymieniona organizatorka powiedziała, że zagra jeszcze jeden zespół – Lor, w którym ona pisze teksty i opowiada. Koncert był bardzo spontaniczny – zamiast nich miał występować pewien duet, ale w tym samym dniu organizatorki dowiedziały się wokalistka jest chora. Tym sposobem członkinie zespołu wyrwane zostały z lekcji. Lor to młode i zdolne dziewczyny, które niesamowicie dobrze czują muzykę. Ich piosenki są cudowne, smutne i wyzwalające całą masę emocji (czyli takie, które przemawiają do mnie najbardziej). Tym razem zagrały koncert inaczej niż zwykle bo… bez nagłośnienia. Warto zaznaczyć też, że dziewczyny podczas koncertów proszą publiczność aby nie klaskała między piosenkami. Tak samo zrobiły i teraz. Żartowały też, że bez nagłośnienia to jak na próbie, a dawno jej nie miały. Krakowskim popołudniem wybrzmiały między innymi Baths czy singlowe, cudne Keaton. Łezka się w oku kręciła nieraz, więc dopisuję w końcu Lor na listę koncertów z paczką chusteczek pod ręką. Obok oczywiście Salk, Radiovidmo i Badyle. Wszystkie zagrane kawałki zostały okraszone wspaniałym, zabawnym komentarzem. A dziewczyny jeszcze grały w tym samym dniu jeden koncert, tylko wieczorem. Brak noclegu spowodował, że ograniczę emocje.

Oto Lor.

Lor / fot. Materiały autora

Wspaniale było uczestniczyć w tak fantastycznym wydarzeniu jakim jest koncert z cyklu Sofar Sounds Kraków. Gromadzą one ludzi, którzy naprawdę chcą posłuchać dobrej muzyki i coś potem z tego wynieść. A poziom występów jest bardzo wysoki. Każdy z trzech projektów, który się zaprezentował na majowym evencie w Krakowie odznacza się wielką pasją i siłą jaką wkłada w to co robi. Miłość do muzyki jest widoczna od razu, tak samo u organizatorów jak i u wykonawców. Właśnie takie koncerty zapamiętuje się na długo – które wywołują w człowieku pełną gamę pozytywnych emocji, które przekazem wykonywanych utworów zmuszają do pewnych refleksji, dają siłę, kumulują dobrą energię i w pewien sposób oczyszczają. A już na pewno inspirują.