Ich muzyka pobudza do drgania struny mojej duszy. SALK to zespół niezwykły. Samą nazwą, która jest skrótem od Selkie and the Lighthouse Keepers, budzi skojarzenia z przecudowną animacją Sekrety morza, jednym z tych filmów do którego mogę wracać i wracać i w żaden sposób mnie nie nudzi. W przeciągu roku wystąpili na Debiutach w Opolu, podpisali kontrakt z Nextpopem oraz zostali laureatami konkursu Škoda Auto Muzyka. Wreszcie wydali płytę Matronika.

Na albumie znajduje się 12 elektronicznych i melancholijnych utworów – smutne techno. W istocie, piosenki zdają się być wypełnione po brzegi swego rodzaju smutkiem. To płynny smutek, bo gdy Marcela Rybska zaczyna śpiewać, wylewa go na słuchającego. Delikatnie, po trosze, nigdy nie nachalnie. Albo, zostając przy wodnych określeniach, wszystkie płyty przypominają morze lub ocean. Cudny bezmiar, który odkąd się go zobaczyło, budzi pragnienie zanurzenia się w nim. Nurkując zaglądamy głębiej i głębiej. Robi się ciemniej i bardziej samotnie. Niezbadana ciemność otwiera serce. Można zapuścić się głębiej lub w każdej chwili wypłynąć na powierzchnię.

Poezja Kamila Kwidzińskiego wzbudza, w połączeniu ze smutnym bitem i rozmarzonym głosem Marceli, wiele emocji – poprzez radość, szczęście, aż po oczywisty smutek. Budzi w człowieku te najgłębsze i zmusza do refleksji. Potrafi on w prosty sposób wypowiedzieć się na temat przemijania, miłości, pragnień i lęków oraz snuć nieprzejrzyste wodne opowieści. Nie będę ukrywał, że przy słuchaniu SALK niejedna łza pociekła mi po policzku.

Alien to jeden z utworów z bardziej przejrzystym tekstem i jedyny na tym krążku napisany przez Marcelę. Zwrócenie uwagi na przejrzystość nie jest w żadnym wypadku zarzutem bo tekst również jest historią niejasną. Najbardziej jednak zwraca uwagę śpiew wokalistki. Momentami kojarzy się z Björk . Nie tylko mi zresztą, sama śpiewająca w wywiadzie z Radiem Kraków przyznała, że różni ludzie podchodzili do niej po koncertach i zwracali na to uwagę, stara się też odchodzić od tego, mimo szacunku i sympatii jaką darzy Björk.

Senne Mojry to nagranie, którego tekst (oczywiście) w pewien sposób nawiązuje do mitologii greckiej – trzy mojry przędące nić życia, a gdy już nadejdzie jego kres, przecinające ją. Singlowa Matronika czaruje brzmieniem. Perfect Storm to melancholijny kawałek w którym można usłyszeć gościnnie zespół Lor. Głosy obu dziewczyn zlewają się w prześlicznej, przepełnionej smutkiem harmonii. W Latarniku najbardziej zwraca uwagę tekst, mianowicie poetycki i pełen niejasności fragment drugiej zwrotki: Spływa mi po nadgarstkach/wylane z rąk trzęsawisko gwiazd,/w którym bóg sam utopił się/Mitologia ryby – . Te zdania dobrze oddają charakter całej płyty. Dead Sea zaskakuje bardzo dobrym techno, zwłaszcza gdy płynnie przechodzi w numer Halmahera.

Dziecinada jest pozytywnym kawałkiem, który daje nadzieję na lepsze. Śliczny tekst i delikatnie wygrany refren robią swoje. Następny Dizonaur to wspaniały utwór, który na długo zostaje w pamięci, nie tylko ze względu na osobliwy tytuł. Wszystkie wymienione wyżej aspekty twórczości SALK zlewają się tu w jedno i tworzą kawałek reprezentacyjny. Taiga to piosenka, której mocarne brzmienie w połączeniu z melodią i śpiewem Marceli dosłownie wyżyma mnie jak gąbkę nie zostawiając wiele na później. A to jeszcze nie koniec bowiem Kołysanka dla dwóch matek i Sen Zofii to niesamowicie klimatyczne piosenki, które.. robią niemal to samo. W momencie gdy album się kończy, zostajemy bez ruchu, w ciszy przypominający właśnie bezruch i spokój oceanu czy morza.

Matronika to świetnie wyprodukowany i nagrany album. To pełna gama emocji, które trudno nazwać i zbiór unikalnych opowieści. To pływanie z melancholią za pan brat, mając przy sobie karafkę nadziei z której się pije gdy w gardle już zaschnie. Jeśli talenty byłyby mierzone, to nie wiem gdzie sięgałby talent tych muzyków. Na pewno daleko.