Niedziela ze słońcem, ulewnym deszczem, wiatrem smagającym Cię po twarzy (wszystko naraz albo zaraz po sobie), papierosem w ustach i Panią Kasią Nosowską na koncercie w Katowicach. Cud, miód i orzeszki pogodę odejmując. Wokalistka przyjechała do katowickiego klubu Królestwo wraz z zespołem towarzyszącym by zagrać piosenki z jej płyt solowych.

Wczoraj w Katowicach, w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia wieczorem grał też Wojtek Mazolewski promując swoją płytę Chaos pełen idei. I tak się składa, że spacerowałem sobie po okolicy między Królestwem, Spodkiem, NOSPR-em, a okoliczną Biedronką.. gdy zauważyłem Misię Furtak, która dała na tym koncercie jeden z gościnnych występów. Albo przynajmniej tak mi się zdało. Zorientowałem się co do tego jednak za późno bo byłem zbyt zajęty rozmową i szansa na przyjazną konwersację z kolejnym muzykiem, którego podziwiam i szanuję prysła.

Koncert rozpoczął się po 20. Do środka wpuszczali już o 18 więc udało się zająć miejsca pod sceną. Jest malutka i odpowiednia na bardziej kameralne koncerty. Wyszedł zespół, wyszła Kasia w czarnym, jak sama mówiła nowym kostiumie do którego może jeszcze jakieś gościnne występy zmieścić i ze śmiechem stwierdziła Wszystkie mnie oszukały, nawet Maryla. Setlista w większości to materiał przekrojowy ze wszystkich płyt solowych Nosowskiej. Zaczęło się od Mileny. Ostatni raz na koncercie solowym Kasi byłem cztery lata temu, w listopadzie. Trochę czasu minęło, więc numery grane na żywo uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Bo każdy został zaaranżowany inaczej, tak by jak najżywiej wypadł na koncercie. Taka Milena właśnie, na płycie niemal disco, na żywo brzmiał niemal punkowo i robiło to naprawdę ogromne wrażenie. O punk zahaczała również interpretacja O Tobie? i aż serce mi rosło gdy tak sobie stałem i słuchałem. Nie zabrakło też piosenek z płyty Sushi takich jak Tfu, Przebijśnieg, Keskese i Weejtewelvogel. Ostatni kawałek na żywo to połączenie bitu z laptopa i żywej perkusji, gitary. Został on, co również pierwszy raz słyszałem, okraszony przejściem kojarzącym się z dubstepem czy połamanym rytmem niektórych ambientowych kawałków, które znam i lubię. W połączeniu z przedziwnym śpiewaniem Nosowskiej po norwesku wyzwalała w człowieku chęć do poskakania i szaleństw.Sama Kasia skomentowała całość mówiąc, że takie to młodzieżowe brzmienie, które zaproponowała kiedyś jak nie była jeszcze taka stara. Również Pani Pasztetowa na żywo jest petardą. Chwilą oddechu było piękne wykonanie numeru Polska z płyty 8. Melodia na koniec ostatnio dziwnym trafem kojarzy mi się z piosenką z bajki Pocahontas. Również Kto? dało czas na odpoczynek i refleksję, nie powstrzymało to jednak lasu rąk z telefonami. Choć nie narzekam bo sam kilka zdjęć cyknąłem żeby móc je potem tutaj wstawić.

Nerwy i wiktoriańscy lekarze wybrzmiały wczoraj nad wyraz pozytywnie i dały kolejną okazję do pogibania się pod barierkami. UniSexBlues wybrzmiał z rozbudowanym outro w czasie którego, jak powiedziała później Nosowska, muzycy zamienili się miejscami (Oni tego zazwyczaj nie robią.) Publiczność zgromadzona w Królestwie miała okazję usłyszeć jeszcze Ziarno, Nomadę, Na całych jeziorach Ty z płyty Osiecka i Jeśli wiesz co chcę powiedzieć zagrane jako ostatni numer. Jednak prawdziwy szok i punkt kulminacyjny wieczoru miał dopiero nadejść. Oto, gdy po chwili przerwy muzycy wrócili na swoje miejsca, a Kasia powitała publiczność To znowu my, zaserwowano nam klubowe brzmienia, których z początku nie rozpoznałem, ale gdy dotarło do mnie co ja słyszę ogarnęła mnie jakaś euforia i z uśmiechem na twarzy podrygiwałem do rytmu przy barierce. Zespół zagrał medley klubowych hitów wśród których rozpoznałem co najmniej dwa numery THE CHEMICAL BROTHERS!! Zaczęli od Let Forever Be. Z tym zespołem to mam jednak tak, że kawałki znam, ale większości ich tytułów nie pamiętam i mogę podać tylko Hey Boy Hey Girl śpiewane na koniec. Coś jeszcze mi świta, mam gdzieś z tyłu głowy tytuł.. Jakby tego było mało, Kasia TAŃCZYŁA. I to tak fajnie bardzo, kompletnie dała się ponieść emocjom. Rzecz niebywała, przynajmniej koncertowo!

Jak zwykle się też rozgadywała i czyniła to w niezwykle przyjemny sposób. Na samym początku, po przywitaniu publiczności wspomniała, że zawsze chciała tu zagrać bo widziała jak jej różni znajomi dodają zdjęcia, że występowali w Królestwie i myślała sobie też bym tak chciała więc poprosiła szefową i oto przybyła. Trochę z ironią powiedziała też, że zawsze omijają ją fajne koncerty bo akurat musi grać gdzieś indziej. Bardzo dziękowała wszystkim, że akurat wybrali się na ten jej koncert. Mówiła z uśmiechem na przykład jak to nie jest już stara i ma wrażenie, że za niedługo już koniec i wtedy zaprasza wszystkich na pożegnanie, ale żeby założyć czerwone stroje i żeby było wesoło, żadnych tekstów typu 25 lat na scenie. Po wytańczeniu i wyśpiewaniu wspaniałego bisu powiedziała, że czuje się jakby spaliła strasznie dużo kalorii, ale widać było, że taniec wyzwolił w niej jeszcze więcej pozytywnej energii. Nie rozumiem dlaczego media kreują ją na taką smutną kobietę. Dobrze, może przez teksty, które pisze –  bo często dotykają one smutnych spraw. Mimo wszystko Kasia jest wesołą i pozytywną, mega uroczą osobą.

Wielki szacunek i podziękowania należą się też muzykom grającym razem z nią. To mega profesjonaliści, którzy naprawdę cudne rzeczy wyczyniają na żywo. Świadczy o tym wspomniane wyżej, lekko improwizowane outro UniSexBlues czy medley na bis o którym sama Kasia mówiła, że grali to dopiero drugi raz. Brawo! Wokalistka pożegnała się z tłumem żartując, że mają zapomnieć o tym co się przed chwilą stało i życząc im aby spełniło się wszystko to, czego chcemy. Cóż, mi się spełniło, a koncert zapadnie w pamięci na długo. Może to też sprawa sentymentu, ale było bosko!

Na chwilę przed tańcowaniem.

Katarzyna Nosowska /fot. Mateusz Stypuła