Jest taka dziewczyna, która w popowej muzyce niezależnej siedzi odkąd pamięta. Ma za sobą współprace w przeróżnych projektach. To Zagi, czyli tak naprawdę Natalia Wójcik. Gra na gitarze i ukulele (za co wielki plus bo jestem wielbicielem tego małego i słodkiego instrumentu). Wcześniej nagrywała covery, a 7 kwietnia 2017 roku ukazał się jej pełnoprawny longplay Kilka lat, parę miesięcy i 24 dni.

Na krążku znajduje się 12 piosenek, które lubiący przypinać łatki ludzie określą jako pop-rock z przechyłem do indie. Producentem muzycznym, wspólnie z Robertem Kurpiszem, jest Tomek Serek Krawczyk znany ze współpracy z Melą Koteluk czy gry w grupie Bisquit. Pełen emocji głos Zagi idealnie wpasował się w delikatnie brzmiące piosenki. Dziewczyna ma ciekawą barwę głosu i w szybszych kawałkach dobrze wykorzystuje potencjał w niej zawarty wyzwalając z siebie swego rodzaju energię. Lecz z umiarem, bo przecież nie chodzi o przesadę czy uciekanie w ostrzejsze klimaty.

Cała płyta to utwory kompozycyjnie dość proste. O to właśnie chodzi. Zdecydowanie urzekła mnie właśnie ta prostota. Czuć w tym wszystkim pomysł, świeżość i przemyślenie. Nic tu nie jest przypadkowe. Teksty piosenek też traktują o na pozór prostych sprawach, przecież o miłości się dobrze pisze (jak powiedziała niedawno inna Natalia, Natalia Grosiak z Mikromusic). Jest w nich jednak jakiś taki sznyt, którego brakowało mi ostatnio na przykład na nowej płycie Bovskiej. Tak jak w na pozór prostym głosie Zagi słychać głębię, tak teksty na tej płycie nie są dziełem w jakimś stopniu banalnym. W pierwszym numerze z płyty, singlowym Piesku, miłość zwierzęcia do człowieka jest równa miłości jednej do drugiej osoby, jest jej metaforą.

Pozytywnie zaskoczyła mnie również niestandardowa, jak na szeroko pojmowaną muzykę pop, długość niektórych numerów. Sam Piesek trwa ponad 5 minut. To spokojnie rozwijająca się kompozycja, która pod koniec uderza dawką energii, przechodzącej do drugiego numeru, szybszego i krótszego Bym. Podobnie moją uwagę zwrócił tekst Nastroju. Chętnie sam zagrałbym na ukulele Piosenkę o końcu świata bo melodia jest taka słodka i przyjemna, niejako kontrastująca ze złowieszczym tytułem. Jednak to tylko taki tytuł, bowiem w refrenie wokalistka śpiewa Dziś jest ten dzień/który zmieni wszystko/porwane więzi/zszyje nitką. Uroczo wybrzmiewa również następna piosenka, Pacze z przyjemnie brzmiącym refrenem i bardzo fajnym tekstem. Następne Nieporozumienia w swojej prostocie tak samo zaskakują dobrym tekstem i chwytliwym aranżem. Zastanawiam się tylko czym jest ten wspomniany tam słodkich smaków tętent?
Smutnym i wpasowującym się w przemyślaną stylistykę albumu jest Liść, zaaranżowany głównie na klawisze. W drugiej części utworu wchodzi wygrywająca marszowy rytm i ..wiolonczela? Wszystko po to by ucichnąć pod koniec i pozwolić spokojnie zakończyć wokalistce. Kawa to taki przyjemny kawałek z prostym tekstem, który jednak trafia w pewien sposób do głowy. Riff otwierający Kocie ruchy jakoś kojarzy mi się z melodią gitary z czołówki serialu Przyjaciele, ale to tylko znak, że chętnie bym ten serial obejrzał, o brzydkim dla muzyków słowie na p nie ma mowy. Sama piosenka to żywa i wesoła zabawa z przyjemnym, klaskanym rytmem. Album spina klamrą Buty, numer zbudowany na podobnej zasadzie co Piesek.
Jest świeżo, przyjemnie i dobrze. Zagi zaśpiewała bardzo ładnie, a Kilka lat, parę miesięcy i 24 dni podoba mi się nie tylko z powodu tytułu. Lubię czasem posłuchać takich klimatów. A! Jeszcze muszę wspomnieć o okładce, która jest prześwietna i podoba mi się tak bardzo, że mam ochotę znaleźć gdzieś duże zdjęcie (ewentualnie winyl) oprawić sobie je w ramkę i powiesić na ścianie. Trzymam kciuki za Zagi!