Z piosenkami Jamiroquai to jest tak, że porywają do zabawy. Ich rytmy zdają się aż prosić chodź tańczyć!. Zespół udowadnia to z każdą płytą (i z mniejszym lub większym skutkiem) od 1992 roku. Miks acid jazzu, funku i disco podbił serca wielu ludzi na całym świecie. Wydany 31 marca 2017 roku Automaton to ósmy album studyjny grupy. Płytę od swojej poprzedniczki dzieli 7 lat. Muzycy już w 2013 roku zaczęli obiecywać nowy album. Jak to zwykle bywa, często coś wyskoczy, coś nie idzie jak zakładaliśmy albo zwyczajnie tryb pracy zespołu jest taki, a nie inny. Wreszcie fani doczekali się czegoś nowego.

Jeśli wierzyć temu co usłyszałem niedawno, siedem lat to czas pełnej regeneracji ludzkiej skóry. Podczas gdy inni myślą sobie pewnie Siedem lat i nie będzie na mojej skórze miejsca, którego byś nie dotykał/-a, taki okres czasu to multum możliwości, przygód i miliardy nowych pomysłów. Czy może to też znaczyć, że taki zespół jak Jamiroquai zmienił się, zmienił swoje podejście do grania i zaskoczy fanów cudną świeżą płytą? Przecież ich debiut z 1993 roku był tak ożywczy i oryginalny, że te kompozycje do tej pory się nie zestarzały. Zapowiadający album singiel Automaton bardzo mi się spodobał. Porwał mnie jego łamany rytm utworu i elektroniczne wstawki, których w takiej formie nie słychać na poprzednich płytach grupy. Niestety, po włączeniu całej płyty nadzieje prysły.

Pierwsza piosenka, Shake It On zaczyna się chwytliwym, zapętlonym a potem tanecznym, rytmem. Zdecydowanie lepiej słucha się tego na słuchawkach. Numer jest pełen przeróżnych efektów i okraszony „grubym” basem, a w refrenie słychać charakterystyczny dźwięk skrzypiec przywodzący na myśl disco z lat 80. Takie trochę lepsze niż większość tego co puszczają polskie komercyjne stacje radiowe. Większość utworów na tej płycie, jak zresztą zdecydowana ilość kawałków grupy, trwa ponad około 5 minut, czasem dłużej. Jednym z krótszych utworów jest Cloud 9, który wydaje się być idealnie skrojony pod radio. Choć zaczyna się naprawdę nieźle, bo zapętlonym i przepuszczonym przez efekt wokalem. Potem jednak wszystko się psuje i słychać dobrze znany schemat zwrotka-chwytliwy refren-druga zwrotka-krótkie przejście i dwa refreny. Wszystko to nie brzmi zbyt ciekawie. Superfresh jest z kolei piosenką skrojoną idealnie na parkiet. To połączenie tanecznego funku, disco i typowo klubowych, prostych i niespecjalnie odkrywczych rytmów. Plus tekst, właściwie jedno zdanie powtarzane przez niemal 4 minuty: Chcę jeszcze z Tobą tańczyć. No cóż, ja nie chcę.

Należałoby też spuścić zasłonę milczenia (ale tak nie będzie) na tekst następnej piosenki. Hot Property mówi o tym, że dziewczyna wokalisty Jay Kaya jest jego gorącą własnością. To aż boli, bo instrumentalnie kawałek jest małą rewelacją na tej płycie. Mam ochotę poderwać się do tańca. Czy można wyłączyć myślenie? Równie płytkie są następne teksty i właściwie nie ma na tej płycie piosenki, która nie mówiła by o tym samym, czyli o miłości w sposób bardzo trywialny. Choć jest jeden utwór We Can Do It, w którym zamiast wychwalać urodę swojej wybranki po raz n-ty mówi o tym, że mogą wspólnie przezwyciężyć problemy w związku. Dobrze, może czepiam się za bardzo. W twórczości grupy Jamiroquai chyba nigdy nie chodziło o teksty. To ich unikalne brzmienie było, jest i będzie najważniejsze, ten acid jazz, disco z wyraźnie słyszalnymi wpływami lat 80. i bardzo taneczny funk. I bardzo przyjemny głos wokalisty!

Jaśniejszym punktem albumu jest jeszcze piosenka Nights Out In The Jungle, z charakterystycznym funkowym basem i nietypowymi jak na utwory zespołu rapowanymi zwrotkami. Cała płyta jest bardzo dobrze, profesjonalnie nagrana i wyprodukowana. Mimo wszystko cały materiał brzmi jakoś.. zachowawczo. Te kawałki są bardzo bezpieczne. Nie wprowadzają radykalnych zmian w brzmieniu zespołu. Nie ograniczają tym sposobem zespołu, ale też w żaden sposób go nie rozwijają. Mogę mieć jednak pewność, że płyta spodoba się fanom, którzy stoją za tym zespołem od samego początku czy nawet od 2001 roku, gdy grupa przestała występować w bardziej tradycyjnym składzie wzbogacając swoje brzmienie o większą ilość elektroniki.

Używając porównania kulinarnego (bo w piosence Automaton czasem wydaje się jakby Jay Kay śpiewał I’m tomato) mam po wielokrotnym wysłuchaniu całej płyty wrażenie jakby ktoś przynosił mi bardzo smaczny obiad. I nic w tym złego, ale przynosił przez dłuższy okres ciągle to samo danie. Na początku Ci smakuje, choć z czasem w najlepszym wypadku zaczynasz myśleć sobie Dobrze, ale zjadłbym teraz coś innego, a w najgorszym ile można? Taka jest właśnie zawartość krążka Automaton.

Jamiroquai - "Automaton".

Jamiroquai – „Automaton”.