To pierwszy pełnoprawny zespół Błażeja Króla, który wcześniej występował w duecie z Maurycym Kiebzakiem-Górskim (nagrali, swoją drogą, dwa świetne albumy), a potem rozpoczął nagrywanie i koncertowanie pod swym nazwiskiem. Król wydał trzy albumy studyjne, w tym genialny Nielot od którego trudno się oderwać. Zresztą od wszystkich trzech wydawnictw trudno się oderwać. Na ten moment projekt Król się wyczerpał. Teraz muzyk, wraz ze swoją żoną Iwoną Król i Mateuszem Rychlickim założył zespół Kobieta z wydm. 7 kwietnia ukazał się debiut grupy, Bental.

11 kompozycji znajdujących się na płycie to mieszanina mrocznych, cudownych dźwięków, elektroniki i żywych instrumentów. Czasem syntezatory stanowią smaczek, innym razem odpowiadają za melodykę utworu. Gitara, bas i perkusja nadają tej muzyce więcej surowości. To brzmienie, które kupiło mnie od razu.

Otwierające płytę singlowe Strasz mnie to utwór odznaczający się plemiennym rytmem perkusji. Przez całą piosenkę powtarza się chóralny okrzyk Strasz mnie. Gdy słuchałem tego po raz pierwszy, od razu wyobraziłem sobie ognisko i taniec wokół niego. Zaskoczyłem się pozytywnie gdy grupa opublikowała teledysk do tej piosenki, który przedstawiał.. właśnie moje wyobrażenie. Druga piosenka na płycie, Przeciął, ma zapadającą w pamięć linię basu i syntezatory, a jej tekst to kolejna zagwostka wśród tekstów autorstwa Błażeja Króla. Szczególnie wwierca się w mózg refren: Przyznaję, podszedłem bliżej niż wypada/Przyznaję, czekałem nieruchomo na cios/ Przyznaję, wolę patrzeć jak padasz/Przyznaję, wolę pod włos. W głowie zostaje też zarówno powtarzana w refrenie fraza, jak i tytuł trzeciego utworu: Ciemny rumień. Bardziej wolna, z plumkającymi w tle klawiszami, doskonale sprawdzi się jako oddech po bardziej szybszych piosenkach. Choć do oddechów jeszcze daleko.

Iwona Król poszerzyła w zespole i na tym albumie swój wkład w twórczość męża. Razem działają jeszcze w instrumentalnym duecie grającą muzykę ambient LAUDA, jednak dopiero w Kobiecie z wydm mogła rozwinąć się używając innego ważnego instrumentu – głosu. W piosence Pyk melodeklamuje na tle niesamowitych, elektronicznych dźwięków. Utwór Amnezja to kolejna kompozycyjna perełka na tej płycie. Zaczyna się niby-okrzykiem, a potem wspaniałą melodią tworzoną przez gitarę, bas i syntezator. Wszystko brzmi jakby gdzieś prowadziło. Istotnie, piosenka urywa się na chwilę w połowie by powrócić ze zdwojoną siłą. Siłą i głosem Króla, który na przemian cicho i głośno mówi najpierw nie-wiadomo-co, które potem układa się w słowa proste i naturalne urwane jakby z rozmowy. Robi wrażenie!

Następny numer, A co jeśli, jest najbardziej podobny do tego co prezentował Król w poprzedniej inkarnacji. Niepokojące dźwięki, głęboki bas i tekst o wątpliwościach. Wszystko nagle się urywa i niemal bez chwili przerwy przechodzi w Nudę czyli numer tak jak Pyk wyróżniający się szeptaną momentami melodeklamacją na tle delikatnych elektronicznych dźwięków. Urwisko to niezwykła, odmienna piosenka, która aż prosi się o puszczenie jej jeszcze raz i raz. Tym razem wokalnie prezentuje się cała trójka muzyków i ich harmonijny śpiew/melorecytacja brzmi prześwietnie. Kompozycja wyróżnia się niemal tanecznym rytmem i lekko niepokojącą, dobrze korespondującą ze znakomitym tekstem, melodią.

Drastyczne sceny to spokojny i krótki kawałek, który rozwija się pięknie i powolnie. Niespieszna gra perkusji, która pojawia się dość niespodziewanie i wybija prosty rytm, od razu mnie zaczarowała. Właśnie w tej prostocie tkwi siła. I w tekście śpiewanym przez Króla, który na koniec zresztą, na tle cichnących instrumentów, a potem w ciszy, powtarza jak mantrę jedno słowo: oddychaj. Przedostatnie Nie dość to urocza ballada na gitarę i bas. Kolejny świetny tekst. W ogóle mam wrażenie, że nie ma złych tekstów na płytach projektów „Króla”. Może prędzej schowałby tekst według niego „zły” do szuflady zamiast umieszczać go na płycie. Ale nie mnie o tym mówić. Wszystkie teksty z jego różnych projektów są też trudne do jednoznacznego zinterpretowania. Płytę zamyka numer Wyblakniesz. To żywa piosenka ze świetną melodią. Na pewno sprawdzi się jako rozruszacz na koncertach. Pozostawia niedosyt. Długość albumu niby standardowa, ale jednak chciałoby się słuchać jeszcze.

Tym sposobem można zapętlać album do upadłego. Jest rewelacyjnie wyprodukowany. Tylko za krótki, ale tak to już bywa z dobrymi płytami. Wszystkie inkarnacje Króla chwyciły mnie za serducho i skręciły kiszki. Z zespołem Kobieta z wydm jest tak samo. Grupa nagrała prześwietny album, który w najbliższym czasie pewnie jeszcze niejednokrotnie przesłucham. I czekam na więcej. Bo oczywiście tak jest, że człowiek chce więcej i więcej.