Gabriela Kulka to nietuzinkowa artystka, jedna z głównych postaci polskiej alternatywy. Kobieta, która potrafi zachwycić głosem. Tekstem. 30 marca przyjechała do Bielska-Białej do Galerii Bielskiej BWA zagrać koncert solowy. Byłem tam. Wzruszyłem się.

Występ rozpoczął się chwilę po 19. Nie spodziewałem się, że to będzie koncert siedzący. Rzędy drewnianych krzesełek ustawione w dużej sali i brak barierek pod sceną bardzo mnie zdziwiły. Nie ma jednak co narzekać bo taka forma koncertu bardzo stworzyła pewną atmosferę i zmniejszyła barierę artysta-publiczność, nadal jednak wyczuwalną w czasie koncertu. Gdy Gaba weszła na scenę i zaczęła grać, zrozumiałem po co te krzesełka tam były. Teraz przypomina mi się to co Máni Orrason powiedział niedawno podczas koncertu. Siedzicie tak przede mną, a ja śpiewam i czuję się jak na dużej terapii grupowej. To prawda. Nawet jeśli nie ze strony Gabrieli, to na pewno ze strony części publiczności zgromadzonej na sali. Dźwięki wypływające spod rąk i z gardła artystki generowały gamę emocji: od wzruszeń, po śmiech. Wielkich oburzeń nie było, zresztą o co się oburzać jeśli ktoś serwuje nam dźwięki prosto z serca?

Materiał zagrany w Bielsku-Białej to w większości numery z wydanej we wrześniu zeszłego roku płyty Kruche, jednak znalazło się też miejsce na piosenki z The Escapist, z Wersji i różne covery. Nie mogę wyjść z podziwu nad kunsztem artystycznym Gaby Kulki, która przecież oprócz tego, że niesamowicie dobrze i czysto śpiewa oraz ma duże możliwości z tym związane, jest również niezwykle utalentowaną pianistką. W Bielsku udowadniała to w niemal każdej piosence.

Pojawił się mały problem, ale jak utrzymuję, to tylko podkreśla naturalność koncertowego aktu. W pewnym momencie gdy Kulka grała na ukulele, instrument przestał być słyszalny. Na szczęście stało się to pod koniec piosenki i dało to też szansę do rozluźnienia publiczności bo wokalistka, po upewnieniu się czy kabel podpięty do ukulele się nie odpiął, wstała i zaczęła śpiewać bez mikrofonu tak, by dźwięk z obu instrumentów (głosu i tego trzymanego w rękach) były ze sobą kompatybilne. Takich niecodziennych momentów było trochę więcej. Koncert cechowała swego rodzaju spontaniczność. Jak powiedziała mi później sama artystka Kiedy gra się samemu można sobie pozwolić na więcej swobody. I nie stresuje się przy tym bardziej niż „normalnie”, z zespołem. Cały czas wtrącała jakieś przyjemne, śmieszne i ciekawe uwagi. Na początku próbowała zbić koncentrację i powagę zgromadzonych na sali osób. Myślę, że koncerty krzesełkowe nakładają na nas jakieś ograniczenia. To znaczy ja zawsze siedzę i tupię nogą do rytmu czy ruszam ciałem, ale większość osób staje się jakaś sztywniejsza.

Kulce udało się rozbić tę sztywność właśnie tymi ciekawymi historiami. Po zagraniu pewnego coveru zapytała się czy ktoś już był wcześniej na jej koncercie w Bielsku. Okazało się, że nikt, na co ona zaskoczyła się i przyznała, że miło jest jej spotkać się z nami po raz pierwszy. Dwie panie w tylnych rzędach przyznały, że były na koncercie w Katowicach, za drugiej płyty, co bardzo rozśmieszyło wokalistkę, która powiedziała Drugiej płyty? Oooo po czym zaczęła ze śmiechem naciągać sobie skórę twarzy mówiąc po chwili okulary zostawiłam w garderobie. Zapytała się też czy ktoś rozpoznał grany utwór. Kto odgadnie kogo to był cover dostanie płytę. Czarna płyta dla tego kto odgadnie co to był za cover. Ale nikt nie odgadł więc żartem stwierdziła, że płyta należy się jej i zdradziła kogo utwór zagrała. A był to Tom Petty. Bardzo polecała jego twórczość. Zapoznam się w najbliższym czasie. Zapowiadając utwór Kruche powiedziała, że najnowszy album o tym samym tytule miał nazywać się zupełnie inaczej, ale sam kawałek znaczył dla Kulki tak wiele w momencie kiedy powstał, że w końcu zdecydowała się nazwać tak cały album i myśli, że wyszło mu to na dobre. Artystka 1 kwietnia wystąpi w duecie z Wojtkiem Traczykiem na specjalnym koncercie z okazji urodzin radiowej Trójki. Na ten występ oprócz różnych ciekawych aranży przygotowali trzy niegrane wcześniej przez nich piosenki w nowych aranżach. Jedną z nich zagrała.

Gabriela Kulka zapowiedziała ten utwór i wyraziła nadzieję, że piosenka, którą wszyscy pewnie znają (Prorocy świata), w tej nowej aranżacji się spodoba. Po czym zdradziła że jest to piosenka Bajmu, czym wywołała śmiech wśród części publiczności. Zaskoczyło mnie to bardzo, przecież Bajm to porządny zespół i kawał historii polskiej muzyki. Artystka z uśmiechem przerwała tę reakcję mówiąc, że nie ma co się z Bajmu śmiać. Mam więc nadzieję, że śmiech ludzi był reakcją na jej zabawną zapowiedź. Powiedziała też bowiem, że długo zastanawiali się z Wojtkiem Traczykiem jak i gdzie szukać dobrych piosenek na urodziny Trójki i w końcu otworzyli notowanie listy przebojów z grudnia 1983 roku.

Muzyczka bisowała dwa razy. Pierwszy raz wyszła na pole i zaraz wróciła bo było za zimno, żeby stać tam długo. Nie wiedziała za bardzo co może zagrać. Przepraszała za to mówiąc, że zazwyczaj jej się to nie zdarza. W końcu zapytała nas, publiczność. Nic. Za drugim pytaniem ktoś zaproponował Queens of the Stone Age, na co ona odparła, że Queens of the Stone Age nie wyjdzie tak dobrze bez zespołu. Zakrzyknąłem więc A może Bowie?, ale jednak nie, bo covery to tylko z zespołem wyjdą dobrze. W końcu zagrała Na pierwszy znak Hanki Ordonówny. Nie grała tego kawałka trzy lata. Drugi bis to kolejny numer wyproszony przez ludzi: 2 Minutes to Midnight Iron Maiden. Zapomniała tekstu 3 zwrotki co było urocze i dało okazję do śmiesznej wymiany zdań z panem, który poprosił o Iron Maiden, a sam nie znał tekstu tej piosenki. A sam utwór Gabriela grała pierwszy raz od 5 lat.

Moja rozmowa z artystką również była pełna takich śmieszności, głównie za sprawą moich nerwów czy tam podniecenia całą sytuacją. Muszę przyznać, że Gabriela Kulka to bardzo otwarta osoba w kontakcie z fanami. Nie szczędziłem jej pochwał, pochwał tego o czym pisałem powyżej, na co ona z uśmiechem dziękowała. Jest wielką fanką Queens of the Stone Age. Wiadomo, nagrała już dwa covery tego zespołu. Keep Your Eyes Peeled na The Escapist i I Sat By the Ocean na Kruche. Powiedziała, że będzie więcej coverów, musi być! Zdecydowanie. To świetny zespół. Porozmawiałem z nią również na poważniejszy temat i wręczyłem mały prezent. Zapytałem o chwyty do The Escapist na ukulele, ale nie pamiętała ich. Jednocześnie obiecała, że kiedyś zrobi tabulaturę i wrzuci dla wszystkich.Na koniec poprosiłem o wymienienie trzech utworów, które przychodzą do głowy gdy pojawi się temat piosenek, które poleca każdej osobie, takich ważnych piosenek. Pojawią się one w najbliższym czasie na moim fanpage’u. Podsumowując, z koncertu wyszedłem zadowolony. Liczę na kolejne spotkanie z tą fajną i utalentowaną artystką bo nie skończył mi się jeszcze zasób tematów, które mam wrażenie mógłbym poruszyć w rozmowie. Było pięknie!

IMG_20170330_204707 (2)

Oto moje szczęście i zawstydzenie. Fot. Materiały autora