Moja siła i zdrowie mnie wczoraj zawiodły. Nie wytrzymałem do końca bo zrobiło mi się słabo.
Ale po kolei: na koncert Kazika i Kwartetu ProForma w bielskim Klubie Miasto dotarłem godzinę przed. Bo tak naprawdę myślałem, że zagrają. I okazało się, że obsówa była 30 min. ale takie rzeczy się zdarzają, nic się nie stało. Wyszli i zagrali bardzo energiczny i poetycki zarazem koncert. Od Kazika Staszewskiego taka charyzma bije niewymuszona, taka siła sceniczna. Czapki z głów dla pozostałych muzyków-profesjonalizm i doświadczenie. Na repertuar złożyły się piosenki m. in. Toma Waitsa, Nicka Cave’a. O tym drugim Kazik powiedział, że to „człowiek taki o” po czym wskazał ponad siebie. Zgadzam się.. to wielki artysta.
Przed wykonaniem autorskiej piosenki Kalifat publiczność dowiedziała się, że tekst do utworu został napisany na dwa dni przed albo w przeddzień zamachu na francuski tygodnik Charlie Hebdo i po tych wydarzeniach mimowolnie stał się on komentarzem do obecnej sytuacji w Europie i na świecie. Zespół zagrał też piosenki ojca Kazika, poety Stanisława Staszewskiego, w tym kilka premierowych utworów, które znajdą się na płycie na razie zatytułowanej Tata 3. Dwie spośród tych piosenek zostały ledwo kilka dni temu na próbach włączone do repertuaru i Kazik musiał zwyczajnie czytać je z książki bo nie zdążył się ich nauczyć.
Tłum dopisał. Ludzie się naprawdę dobrze bawili. Koło mnie rozbiły/rozlały się trzy piwa, jacyś nagrzmoceni panowie dzielnie pogowali i z tego wszystkiego bardzo duszno się na sali zrobiło. W pewnym momencie nie wytrzymałem i bliski omdlenia przecisnąłem się przez tłum do wyjścia. Na szczęście jak usłyszałem, akurat skończyli grać i najwidoczniej tylko na bisach nie zostałem i automatycznie nie spotkałem się z muzykami po koncercie. Może innym razem, gdy będę się lepiej czuł. A jeszcze raz: koncert był super. Szacunek!