O tym jak bawiłem się na trzecim, dodatkowym dniu Kraków Live Festival piszę krótko, już z domu. W sumie będzie krótko bo to były tylko (a może aż) koncerty Organka i Muse. Ten pierwszy rozgrzał publiczność licznie zgromadzoną pod sceną mimo nieustającego deszczu przeradzającego się z godziny na godziny w irytującą mżawkę. Ale wieczór z pewnością należał do Muse. Zaczęli z lekkim poślizgiem, ale wybaczyłem im zaraz gdy zaprezentowali niezwykle energiczną wiązankę największych przebojów przeplataną kilkoma numerami z najnowszej płyty. Ludzie skakali, krzyczeli, śpiewali, tańczyli i chyba jednej rzeczy brakowało, żeby robili. Ale to nie był koncert AC/DC. Była moc! Nagrałem na telefon Plug in Baby i Hysteria choć zwykłem tego nie robić. Ale dźwięk się popsuł i z zajebistych nagrań została pierdząca kupa ze świetnym obrazem. No, Muse to już w sumie taka legenda współczesnej sceny rocka alternatywnego. Wielkim fanem nie jestem, ale mam swoje ulubione kawałki, jest ich całkiem sporo. Pewnie jakiś tu wrzucę kiedyś. To był dobry koncert. Warto było pójść.