Wygrałem wczoraj życie! Na drugi dzień festiwalu w Krakowie przyjechałem dla Róisín Murphy. Wokalistka wyszła na scenę punktualnie 20.45. Cóż to był za show! Setlistę wypełniały piosenki z jej 3 solowych płyt (zabrakło z mojej ulubionej Ruby Blue, ale mniejsza z tym), choć wplotła w to piosenki zespołu Moloko, które też uwielbiam. Na drugiej piosence, Forever More właśnie z repertuaru Moloko, Róisín ściągała z uda czerwoną wstążkę. Zeszła ze sceny. Wyciągnąłem rękę. Podeszła do mnie, złapała za rękę, trzymała ze 3 sekundy, potem podała mi tę wstążkę żebym pociągnął. I po koncercie gość z ochrony mi ją dał, powiedział, że to jest moje!

Muszę już tu zaznaczyć, że strojów miała scenicznych ponad tuzin. I to najdziwniejszych. Pluszowe google z pistoletami, tarczę strzelniczą, strzałę zakładaną na głowę, maskę z kolcami, maskę wysmarowaną zielonym i fioletowym brokatem, maskę z trzema głowami, długą białą suknię, świecący srebrny dres, kask taki jak noszą pracownicy budowy i kamizelkę odblaskową. Te ostatnie nawiązywały do koncepcji z jej nowego albumu Take Her Up to Monto, który ma okładkę i zdjęcia w środku przedstawiające Róisin w takim stroju. Uff. Trzeba było o tym napisać bo to bardzo ważny element jej koncertów. Mało mówiła, w zasadzie nie miała czasu. Po lewej stronie sceny przy barierkach stała grupa ludzi w kaskach i kamizelkach. Aż Róisín sama im zaklaskała żegnając się. A wcześniej jak ich zauważyła powiedziała, że fajnie byłoby wybudować w tamtym miejscu wieżowiec, taki cały oszklony, z każdej strony.

W ciągu jednej piosenki przebierała się nawet trzykrotnie. Była w dobrej formie wokalnej, nawet sobie improwizowała trochę przy Overpowered. A śpiewając na koniec Sing it Back zrobiła najdziwniejszą pozę do zdjęcia jaką kiedykolwiek widziałem. Cała w tej długiej białej sukni wyłożyła się na ziemi, prawą ręką podparła o pierwszy od góry schód sceny, uniosła do góry prawą nogę i zaczęła nią machać jakby ćwiczyła. Potem zaczęła tarzać się po ziemi. A wszystko to robiła śpiewając. Dzięki tej wstążce mam pamiątkę na całe życie. Pięknie było!

A wcześniej posłuchałem pierwszy raz na żywo The Dumplings. Pierogi uciekły mi już kilka razy bo nie mogłem akurat być w Krakowie kiedy oni grali. Więc z radością ich przywitałem wczoraj. A z ich strony spłynęły na mnie ogłuszające basy i oślepiające światła. Ludzie przed koncertem mówili sobie, że nie mogą słuchać Justyny bo ona wyje. Cóż, to wypierdalać. Nie no, każdy słucha tego co chce, ja akurat ich lubię. I koncert mi się podobał, ciekawi mnie jak brzmią na koncercie klubowym. A dzisiaj Organek i Muse.

Tak, całuję rękę damy. fot. Monika Stolarska.

Tak, całuję rękę damy.
fot. Monika Stolarska.