Jestem w Krakowie na Kraków Live Festival. Już drugi rok z rzędu. W porównaniu do Opka, ten festiwal jest mały. Bardziej kameralny. Nie jest przez to gorszy. Cóż. Czy to ja powiedziałem czy raczej ktoś znajomy nie pamiętam, ale to jest „biedniejszy brat Open’era”.
Zacząłem od koncertu Coals. Świetny, młody polski duet robiący smutną elektronikę. Poleciła mi ich kiedyś znajoma i od tego czasu jestem fanem, czekałem na jakiś koncert. Stało się. Na scenie radzą sobie bardzo fajnie. Łukasz i Kasia (bo tak mają na imię) wyszli na scenę chwilę po 17. Jakiś śmiejący się po koncercie ochroniarz powiedział sukienka i czapka wpierdolka co wbiło mi się w pamięć. Chłopak za sprzętem, dziewczyna za mikrofonem i gitarą. Na scenie pod zadaszeniem unosiły się tumany kurzu i ładnie zrobiły atmosferę. Jaki ta Kasia ma super głos. Aż chciałoby się go słuchać i słuchać. 45 minut to zdecydowanie za mało by się nacieszyć tak dobrą muzyką. Szacunek należy się też temu kto spośród tej dwójki pisze teksty piosenek. Tego niestety nie wiem.
Potem coś zjeść poszedłem i tak sobie jadłem w słuchając jak na scenie głównej śpiewa Damian Marley. Całkiem spoko. Nie jestem wielkim fanem reggae, słuchałem tej muzyki jak chodziłem do gimnazjum, ale na żywo brzmi całkiem, całkiem. Szczególnie te czarne głosy chórzystek. Następnie zobaczyłem, że Natalia Nykiel jest w strefie co jest grane 24 więc pomyślałem sobie „czemu nie” i poszedłem. Nie słucham jej, mam nawet dla niej przezwisko (co prawda nie ja je wymyśliłem a moja dobra koleżanka), ale w sumie w czasach gdy oglądałem The Voice to ją lubiłem. I piosenka Error mi się podoba. Więc mam z nią zdjęcie. Potem poszedłem na jej koncert, ale wyszedłem po 5 piosenkach. Tylko dlatego, że zrobiło mi się słabo.
A wcześniej, o 22 była Julia Marcell. Znowu. Tak, jeszcze mi mało. Piękny koncert! Taki energiczny, żywy, potężnie dzięki dobremu nagłośnieniu. Zagrali nawet Andrzeja. A ja myślałem, że grają to tylko na bis. Siedząc i czekając na Julkę słyszałem w tle Się. Hehe. Ma kilka kawałków spoko, ale to (cytując tą samą dobrą koleżankę) Rihanna dla hipsterów. O ile Titanium jeszcze dobrze zaśpiewała, o tyle na Chandelier się wyłożyła. Te dwa kawałki tylko słyszałem. Może i dobrze? A dziś dylemat: Róisin Murphy czy Hey?