Po północy stwierdziłem, że w sumie nie chce mi się jeszcze spać. Odpaliłem Spotify i zacząłem słuchać najnowszego albumu Red Hot Chili Peppers. Nazywa się The Getaway. Dzisiaj (17 dzień czerwca) była premiera. Tak, rano pojechałem specjalnie do empiku. Płyta zakupiona i właśnie się słucha 4 raz.
Ekhem. Mini recenzja. Josh Klinghoffer jest, daje radę i naprawdę godnie zastępuje Johna Frusciante na stanowisku gitarzysty. Zresztą nie ma co porównywać. Obaj panowie mają całkiem inny styl gry, a to czym teraz zajmuje się Fru zupełnie odbiega od muzyki granej przez papryczki. Mam już ulubione kawałki. To singlowe Dark Necessities, Sick Love ze świetnymi zwrotkami, funkowe disco Go Robot, przywołujące echa ulubionych płyt Detroit, zaskakujące zmienną rytmiką This Ticonderoga i końcowe potężne Dreams of a Samurai.
Wczoraj jeszcze mi przyszła paczka z koszulką tego zespołu. Jestem gotowy na koncert. Szykuj się Open’er Festival!