Działo się wczoraj: ubzdurało mi się, że koncert Meli Koteluk w Bielskim Centrum Kultury zacznie się nie o 18, ale o 19. O 16:30 zerwałem się z łóżka bo jednak nie. Jak na złość busy się spóźniały o 20 minut. Jak na złość kierowca się wlekł. Wreszcie dotarłem i niepotrzebnie sobie smutek w głowie tworzyłem bo dopiero kończyli grać To nic. Czyli koncert się zaczął. Zasiadłem nie na swoim miejscu bo musiałbym się pod sceną przedzierać. Stare piosenki-nowe aranżacje. Niesamowite!

Wydawało mi się, że publika trochę niemrawa i stonowana z początku ze względu na charakter koncertu – w sali teatralnej. Nieważne, bo z każdą następną piosenką sala reagowała żywiej i żywiej. Można było usłyszeć  między innymi Migracje, Działać bez działania  czy dawno nie grane To trop.  Tomasz „Serek” Krawczyk miał swoje popisowe chwile w Stale płynne. Jimi Hendrix ukulele. Za każdym razem zaskakuje mnie wykonanie tej piosenki, brzmi tak fajnie na żywo, zupełnie inaczej niż w wersji studyjnej. Biedni ludzie nie śpiewali porządnie tam, gdzie mieli. Zapewne siedzieli onieśmieleni fajnym występem.

Z jakiegoś powodu gdy pierwszy raz usłyszałem  Żurawie origami wydawało mi się, że Mela tam śpiewa chcę wychować. Dziś śmieję się za każdym razem jak słyszę tę piosenkę. Pod koniec zagrano prześwietnie przearanżowane Na wróble. Na bis Wielkie nieba i Żurawie z dłuższym outro. Był też drugi bis, tu mój następny ukochany utwór Dlaczego drzewa nic nie mówią. Czekałem potem aż wszyscy, którym śpieszyło się poznać Melę, wziąć autograf i zrobić zdjęcie, przejdą. Nie powiem, czas mi szybko zleciał, dzięki temu, że nie byłem sam. Czekanie się opłaciło. Zresztą tak jak na instagramie napisałem „co wystaliśmy to nasze”. Jeszcze nie miałem okazji z Melą osobiście porozmawiać, przekazałem jej jedynie niemal rok temu życzenia urodzinowe w krótkim filmie. A wczoraj mnie zainspirowała poniekąd do podzielenia się moją opinią o jej koncercie na tej stronie. Musiałem podziękować za wrzucanie świetnych piosenek na facebookowy fanpage. St. Vincent tak poznałem i potem zaliczyłem jeden z najlepszych koncertów w moim życiu – St. Vincent na Open’erze. Co to było! Performance dopracowany w najmniejszym szczególe!

Z racji, że już odbiegam od koncertu w Bielsku do koncertu w Gdyni 2015 skończę mój wywód. Było cudnie. Dziękuję Magdzie. Dziękuję Melu, dziękuję Tomku. Dziękuję całemu zespołowi. Do następnego zobaczenia/usłyszenia/przeczytania!

Mela i ja.

Mela i ja.