W sobotę 16 listopada w warszawskim klubie CH25 odbyło się bardzo ważne wydarzenie dla polskiego niezalu: showcase labelu Opus Elefantum i premiera składanki pt. Nature & Cosmos.  12 muzyków związanych z Opus Elefantum przygotowało premierowe utwory specjalnie na tę składankę. Śmiało można stwierdzić, że składanka podsumowuje okres działalności labelu. Na Opus Elefantum Showcase swoje koncerty zagrali Bałtyk, Virgo Mortis, Królówczana Smuga, ku_tzu, spopielony i Janusz Jurga.

Bałtyk
Michał Rutkowski wystąpił tym razem siedząc przy laptopie i kontrolerze. Na scenie towarzyszył mu tajemniczy muzyk, który podczas wykonywania niektórych piosenek grał na gitarze, a czasem wybijał też rytm grzechotkami. Dzięki temu półgodzinny koncert wyróżniał się swoim charakterem. Niektóre z kompozycji, które zawarto na albumie Self-help pt. 2 – m.in. Lust for Life, Dogville czy Give Life a Chance – w wersji koncertowej można było usłyszeć w nieco zmienionej wersji. Bardziej żywiołowy elektroniczny podkład czy ogólnie nowa warstwa instrumentalizacji dodała tym piosenkom w wersji na żywo ciekawej świeżości. Oprócz tego można było usłyszeć piosenki z zapowiadanej przez muzyka płyty z pieskiem oraz utwór Gladiola, który znalazł się na składance Opus Elefantum. Choć tamten set był krótki, nie można było odmówić mu emocjonalności tak bardzo ważnej w twórczości Bałtyka, a dwaj muzycy na scenie zagrali bardzo dobrze.

Bałtyk i jego tajemniczy muzyk towarzyszący/ fot. Mateusz Stypuła

Virgo Mortis
Po piętnastominutowej przerwie można było zaobserwować, że oświetlenie w klubie z czerwieni przeszło w fiolet i na scenie pojawił się Virgo Mortis. Twórczość projektu, stwarza niesamowity, zimny, mroczny i tajemniczy klimat. Klimatyczne brzmienie gitary i automatu perkusyjnego oraz świetny wokal Gabriella Wiłuna zdawały się hipnotyzować. Atmosferyczna brzmieniowa mieszanka coldwave’u, shoegaze’u i darkwave’u świetnie sprawdziła się w ciemnym i dusznawym klubie. Podczas koncertu można oczywiście było usłyszeć kilka piosenek z EP-ki pt. Virgo et Mortis. Kompozycje Virgo Mortis są dość długie, dlatego trudno było zamknąć jak najwięcej w showcase’owym schemacie koncertu. W efekcie koncert skończył się bardzo szybko i pozostawił niedosyt. Chciałoby się posłuchać tego dłużej.

Virgo Mortis/ fot. Mateusz Stypuła

Królówczana Smuga
Najbardziej nietypowy wizualnie koncert tamtego wieczoru. Białe krótkie spodenki, białe skarpetki z palcami, specjalnie zaprojektowany podkoszulek, a na głowie połączenie maski i kominiarki – tak zaprezentował się Królówczana Smuga, projekt Adama Piętaka z Biłgoraju. Jego muzyka jest równie specyficzna, ponieważ w piękny sposób kontrastuje łagodność i subtelność folkowych opowieści i delikatnych melodii z agresywnością i szorstkością black metalowych brzmień i growlem. Kontrasty te przeplatają się ze sobą tworząc mieszankę pełną specyficznej energii. Brzmienie Królówczanej Smugi stworzyło w klubie tajemniczą atmosferę, a specyfiki dodawał fakt, że większość zgromadzonych w CH25 osób na tym koncercie siedziała na ziemi i zapatrzona wsłuchiwała się usiłując wyłapać każde słowo, każdy dźwięk. Zdecydowanie intensywne doznanie muzyczne.

Królówczana Smuga/ fot, Mateusz Stypuła

ku_tzu
ku_tzu nie zagrał na scenie – swój sprzęt rozłożył na podłodze po prawej stronie sali. Publiczność przesunęła się w bok i takie obserwowanie z boku wiąże się też z emocjami i stanami wywoływanymi przez twórczość muzyka. Ku_tzu tworzy instrumentalne, dość minimalistyczne i senne ambientowe kompozycje. Muzyka niczym z surrealistycznego i błogiego snu prowokowała zamknięcie powiek i, być może zamierzenie, usypiała. Koncert jednak nie zaskoczył niczym szczególnym, co mogłoby pomóc zapisać go sobie w pamięci jako szczególnie dobry. Jeśli miał jedynie na celu prezentację twórczości ku_tzu, to zadanie zostało spełnione.

ku_tzu/ fot. Mateusz Stypuła

spopielony
Znów instrumentalne kompozycje stwarzające senną atmosferę, tym razem jednak o wiele ładniejsze i w duchu lo-fi dungeon synth. Sam Zieliński w skupieniu i w ciszy kręcił gałkami, jak gdyby nie chciał jej przełamać i wyrwać z transu wywołanego przez muzykę, którą grał. W swoich kompozycjach spopielony świetnie gra ciszą, a celowa monotonia jego brzmienia hipnotyzuje. Na koncercie można było usłyszeć m.in. kilka utworów z kasety zatytułowanej legendy. Ta muzyka stwarza przede wszystkim tajemniczy i senny nastrój, a część ludzi przyznała później, że próbowała nie zasnąć, choć koniec końców brzmienie syntezatorów było atmosferyczne, a dźwiękowe obrazy tworzone przez spopielonego miejscami kreowały niepokój i zimno ładnie kontrastując je z delikatnością minimalistycznego brzmienia.

spopielony/ fot. Mateusz Stypuła

Janusz Jurga
Janusz Jurga zasiadł za laptopem z połową twarzy zakrytą czarnym szalikiem i kapturem na głowie. Jego set stwarzał równie senne i hipnotyzujące stany. Jednak jego twórczość jest bardziej transowa, a elektroniczne brzmienie kreuje dziwnie niepokojącą atmosferę zawieszenia pomiędzy jawą a snem, dobrą do nocnych spacerów po lesie. Podczas koncertu można było usłyszeć m.in. Hypnowind, a także utwory z wydanego w tym roku albumu muzyka pt. Hypnowald. Brzmienie wprowadzało publiczność, znów głównie siedzącą na podłodze klubu, w specyficzny senny trans.

Janusz Jurga/ fot. Mateusz Stypuła

Duży przekrój gatunkowy, wielość emocji i dobre muzyczne doznania. Showcase’owe koncerty Opus Elefantum balansowały między emocjonalną żywiołowością, a stonowaniem i minimalistycznością kreującą atmosferę senności. Warto obserwować działalność tego labelu i projektów z nim związanych.